Ozdobna filiżanka pod zlewem, rysunek odręczny

Ksynek zmywa

Jak co rano ekspres przeciągle zamruczał i wkrótce znad malowanej w kwiaty filiżanki mamy uniósł się obłoczek dymu pachnącego kawą. Mamie ten zapach chyba bardzo się podobał, bo zawsze mrużyła oczy, przytykając nos do krawędzi filiżanki. Ksynek nie widział nic szczególnego w zapachu kawy, a wobec filiżanki miał inne plany.

– Pij szybko, pij! – poganiał.

Mama jednak nie zamierzała się spieszyć. Wolno uniosła filiżankę za złoty uchwyt.

– Mama wypije, a ja wymyję! – zrymował Ksynek.

– Znów będziesz zmywał? – westchnęła.

– Taaak! – odpowiedział radośnie.

– A może wolałbyś porysować?

Kiedy Ksynek miał ochotę na zmywanie, mama zawsze coś wymyślała: a to rysowanie, a to czytania. A przecież jak się chce zmywać, to się chce zmywać. I koniec.

– Masz takie piękne, kolorowe kredki, które kupiła ci babcia. A wolisz nudną wodę, szary kran i brudne kubki?

Woda nie była nudna! Szumiała, pluskała i tajemniczo wirowała w odpływie. Kran nie był szary, tylko błyszczący. W dodatku, przypominał ptaka z płaskim skrzydłem, długą szyją i małą główką pochyloną nad zlewem. A kubki od zawsze Ksynka fascynowały. Tyle ich było w szafce nad zlewem! Niskie i przysadziste, wysokie i smukłe, z grubymi albo cienkimi uszkami. W kropki, szlaczki albo z obrazkami. Ksynkowi najbardziej podobał się ten z króliczkiem w żółtym kubraczku.

Nie potrafił jeszcze tego wszystkiego powiedzieć, więc tylko spojrzał na mamę błyszczącymi z radości oczami.

– Niech ci będzie – zgodziła się mama, po czym pociągnęła kilka dużych łyków kawy. – Tylko załóż fartuszek, żebyś nie pomoczył ubrania.

Ksynek nie znosił fartuszka. Niebieskie rękawy szeleściły, a wstążka wokół szyi uwierała. Jedyne, co było w nim fajne, to czerwony samochodzik na przodzie. Drugiego fartuszka, tego z żabką, w życiu by nie założył.

Mama ustawiła stołek obok zlewu i podsadziła Ksynka. Chłopiec uniósł uchwyt kranu i…woda chlusnęła dużym strumieniem. Jak wspaniale, głośno zaszumiała! Mama zdecydowanym ruchem pacnęła rączkę kranu.

– Nie lej tyle wody! – powiedziała. – Do takiego zmywania jak twoje wystarczy mały strumyczek – mruknęła niechętnie.

Ksynek nie miał pojęcia, co oznaczało to mruknięcie, a na mniejszy strumień zgodził się tylko dlatego, że woda dzięki niemu woda przyjemnie pluskała w filiżance i można było dłużej patrzeć, jak na jej powierzchni tworzą się małe bąbelki. Nagle poczuł nieprzyjemne mrowienie w palcach.

– Za zimna! – zauważył.

– Ciepła będzie, kiedy przekręcisz uchwyt w stronę okna – wyjaśniła mama.

Ksynek tak zrobił i rzeczywiście, z kranu popłynęła cieplejsza woda. To było coś nowego, a on bardzo lubił uczyć się nowych rzeczy.

Mama stała nad nim cały czas, przestępując z nogi na nogę.

– Usiądź – zaproponował Ksynek.

–  Chyba masz rację – mama dosunęła swoje krzesło do zlewu i ciężko na nie opadła. Ale zaraz musiała wstać, żeby odebrać telefon. W słuchawce tuż nad uchem Ksynek usłyszał głos babci, która pytała, co u nich słychać.

– Ech, znów zmywa od samego rana…- powiedziała mama z zawodem w głosie. – Kupiłaś mu takie piękne kredki, a on co?

Woda wylała się poza krawędź filiżanki. Ksynek odłożył filiżankę na suszarkę i chwycił stojący na blacie od wczorajszego wieczora kubek taty. Był wyjątkowo duży, więc powoli się zapełniał, a na powierzchni wody powstawały wciąż nowe pęcherzyki. Ksynek nie mógł oderwać od nich wzroku.

– Ale wiadomo nie robi tego dokładnie i trzeba to będzie pozmywać jeszcze raz – narzekała mama do słuchawki.

Ksynkowi zrobiło się przykro. Jak to: pozmywać jeszcze raz?

Nagle bąbelki przestały go interesować. Wylał wodę z kubka i odłożył go na suszarkę.

– Muszę pamiętać, żeby przypadkiem nie schować tych naczyń do szafki. Bo tam muszą być przecież czyste – mama kontynuowała rozmowę.

I wtedy Ksynek wpadł na pomysł! Wstał i sięgnął do szafki nad zlewem. Przez chwilę przyglądał się różnokolorowym kubkom. Wybrał ten z króliczkiem w żółtym kubraczku i umieścił go pod strumieniem płynącym z kranu.

– Muszę kończyć – powiedziała mama, po czym zwróciła się do Ksynka:

– Tych kubków nie trzeba myć. Są czyste.

I o to właśnie chodziło! Skoro są czyste, to będą czyste także wtedy, kiedy je umyje! Ksynek wyjmował kolejne kubki, jeden po drugim.

– Coś czuję, że to trochę potrwa – westchnęła mama, po czym wybrała jedną ze stojących na parapecie książek i rozłożyła ją sobie na kolanach.

Tymczasem chłopiec w spokoju mył kolejne kubki i odkładał je na suszarkę. Zaczęły tworzyć kolorową piramidę.

I nagle…bam, trrrach!

Ksynek aż podskoczył. Na podłodze rozprysły się skorupki z malowanymi kwiatami, a wśród nich leżał złoty uchwyt.

– Nic ci się nie stało? – spytała mama, a kiedy Ksynek zaprzeczył, zdecydowanym ruchem ściągnęła go ze stołka i uklękła nad skorupkami.

– Moja ulubiona filiżanka! – jęknęła żałośnie, po spojrzała surowo na Ksynka. – Po co myć czyste naczynia? Teraz widzisz, że to nie ma sensu!

Ksynkowi zrobiło się przykro. Przecież nie chciał stłuc filiżanki. Ona po prostu sama spadła. Na szczęście wiedział, jak pomóc mamie. Wręczył jej swój ulubiony klej w sztyfcie.

Mama pokręciła głową.

– Nie da się tego posklejać – stwierdziła płaczliwym tonem. – A ty lepiej uważaj, bo kawałki są ostre.

Nie pozwoliła mu nawet zrobić tego, co tak bardzo lubił. Zebrać śmieci na szufelkę. Uprzątnęła wszystkie skorupki i wyrzuciła do kosza.

Hałas obudził tatę, który w niedzielne poranki lubił dłużej spać. Kiedy wszedł do kuchni, ze zdziwieniem spojrzał na stertę naczyń.

– Zużyliście od rana tyle kubków? – spytał.

– Nie, Ksynek postanowił umyć czyste naczynia. Długo by opowiadać…

O filiżance nawet nie wspomniała, a zmartwionego Ksynka, który siedział teraz cichutko przy kuchennym stole, pocałowała w czubek głowy. Chłopiec szeroko się uśmiechnął. Dobrze, że już się nie gniewała.

– Wiecie co, jestem strasznie głodny! Macie ochotę na tosty francuskie? – zaproponował tata.

– Taaak! – zawołał Ksynek. On też był głodny. Od rana nic jeszcze z mamą nie zjedli, bo w niedzielę śniadania były wspólne. Tata przyrządzał wtedy jajecznicę lub tosty francuskie.

Mama wprawdzie narzekała, że tosty są za mocno przysmażone, ale tata twierdził, że dzięki temu przyjemnie chrupią. I Ksynek to chrupanie w tostach najbardziej lubił.

Tata rozbił jajka, rozkłócił je widelcem w misce i w żółtej zawiesinie obtaczał kromki bułki. Przez chwilę skwierczały na patelni, po czym wylądowały na talerzach, przyrumienione i pachnące.

– Ummm…- mama przełknęła duży kęs i uśmiechnęła się. – Dziś są odpowiednio przysmażone!

– I chrupią! – dodał Ksynek z pełnymi ustami.

Tata aż się rozpromienił z radości.

– Miło, jak ktoś cię pochwali, nawet za prostą rzecz – powiedział, smarując swój tost dżemem.

Po śniadaniu Ksynek znów chciał pozmywać, ale mama mu nie pozwoliła. Obserwował więc uważnie, jak tata przeciera talerze gąbką, następnie nimi potrząsa i odkłada na suszarkę. Były tak czyste, że aż błyszczały!

Po śniadaniu mama, jak zawsze, przygotowała sobie drugą kawę. Ku uciesze Ksynka wybrała kubek z króliczkiem w żółtym kubraczku. Kiedy nad kubkiem uniósł się obłoczek dymu, mama zmrużyła oczy, przytykając nos do jego krawędzi. Ksynek był już pewien, że w nowym kubku kawa też będzie mamie smakować.

Postanowił więc spróbować i swojego szczęścia:

– Mama wypije, a ja umyję! – zaproponował.

– Dobrze – mama westchnęła, ale uśmiechnęła się przyjaźnie.

Z książką pod pachą przysunęła swoje krzesło do stołka Ksynka. Chłopiec przekręcił uchwyt kranu w stronę okna.

– O, widzę, że już wiesz, jak zmienić temperaturę – powiedziała z zadowoleniem mama i zagłębiła się w lekturze.

Przez chwilę Ksynek przyglądał się, jak na powierzchni pluskającej w kubku wody tworzą się małe bąbelki. Potem wziął gąbkę i starannie wytarł resztki kawy. Potrząsnął kubkiem i ostrożnie odłożył go na suszarkę, żeby się przypadkiem nie potłukł.

– Już! – zawołał i wyciągnął ręce, żeby mama ściągnęła go ze stołka.

Mama niechętnie rzuciła okiem na suszarkę, po czym z niedowierzaniem zdjęła z niej kubek i obróciła go w dłoni. Był tak czysty, że aż błyszczał!

– Jak pięknie umyłeś ten kubek! – powiedziała z uznaniem.

Ksynek się rozpromienił. Mama mocno go przytuliła, a on przez dłuższą chwilę nie mógł się od niej odkleić. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo marzył o tym, żeby mama go doceniła. Długo trzymała go w ramionach.

Po zmywaniu Ksynek otworzył nowe pudełko kredek. Szarą kredką narysował zlew, niebieską – wodę, a żółtą – kubek.

Mama w tym czasie zadzwoniła do babci.

– Wiesz, Ksynek właśnie rysuje kredkami, które dostał od ciebie – poinformowała radosnym tonem. – A wcześniej pozmywał naczynia. Zrobił to tak dobrze, że aż go pochwaliłam! Chyba bardzo mu na tym zależało. A zmywanie może jest teraz dla niego ważniejsze niż rysowanie…

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i czekanie

Ksynek i klocki

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

 

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *