Ksynek w sklepie

Kiedy Ksynek pierwszy raz poszedł z mamą do sklepu, onieśmielony stanął w progu. Tylu kolorów w jedynym miejscu jeszcze nigdy nie widział.

– Wejdź. Nie bój się – zachęciła go mama, po czym wzięła do ręki zielony koszyk i ruszyła przed siebie alejką między regałami.

Ksynek zatrzymał się na wprost regału i zadarł wysoko głowę. Choć uwielbiał segregować rzeczy w kuchennych szafkach, nigdy jeszcze nie widział tylu butelek wody, paczek makaronu i kartoników mleka na raz. Ze zdziwienia aż otworzył buzię, a potem spróbował policzyć butelki wody. Potrafił liczyć do dziesięciu i był z tego bardzo dumny. Jednak okazało się, że butelek jest o wiele więcej, więc kiedy dotarł do dziesięciu, musiał zacząć liczyć od nowa.

Tymczasem mama z wypełnionym koszykiem podeszła do podłużnego stolika obwieszonego mnóstwem kolorowych paczuszek i pudełeczek. Dopiero teraz Ksynek zauważył szczupłego pana z długimi włosami, stojącego za stolikiem.

Wziął z ręki mamy paczkę makaronu i po chwili rozległo się wesołe piknięcie. Mama wrzuciła makaron do torby, po czym wręczyła panu puszkę pomidorów i…znów piknięcie. Ksynek zauważył, że dźwięk wydobywa się z małej suszarki, którą sprzedawca zbliża do produktów.

– To wszystko? – spytał pan.

Mama przytaknęła, po czym wyjęła z portfela niewielki czerwony prostokąt i położyła go na czymś, co przypominało duży kalkulator. Urządzenie zamruczało, a potem zaczęła się z niego wyłaniać gęsto zadrukowana karteczka.

– Przeszło – powiedział pan. – Dziękuję!

Mama uśmiechnęła się do Ksynka, który przyglądał się temu wszystkiemu z rozdziawioną buzią.

– To już koniec zakupów – oznajmiła. – Idziemy!

Ksynek zajrzał do torby. Makaron i pomidory wciąż tam były. A więc na tym polegały zakupy. Wystarczyło zdjąć coś z półki, a potem zabrać tę rzecz do domu!

Podczas następnych zakupów Ksynek zdjął z półki butelkę wody i poprosił mamę, żeby odkręciła nakrętkę.

– Musimy najpierw podejść do kasy – przypomniała mama, kierując wzrok ku panu z długimi włosami. Ksynek przypomniał sobie o piknięciu i zrozumiał, jakie jest ważne.

– Ja sam! – zwołał i podbiegł do lady z butelką. Pan spojrzał na niego poważnie, co Ksynkowi bardzo się spodobało i zbliżył suszarkę do denka butelki.

Piknie? Piknęło!

Kiedy coś się Ksynkowi spodobało, lubił to powtarzać, więc zdjął z regału jeszcze jedną butelkę i podbiegł z nią do pana.

Piknie? Piknęło!

Mama podeszła do kasy z wypełnionym koszykiem.

– Dwie wody? – zdziwiła się.

– Już skasowałem! – uśmiechnął się pan.

Mama pokręciła głową i zwróciła się do Ksynka:

– Następnym razem wrzuć najpierw wodę do koszyka. Chcę wiedzieć, co kupuję.

A jednak wieczorem mama się tym tacie pochwaliła:

– Wiesz co, Ksynek sam podszedł do kasy z wodą, którą sobie wybrał!

– Tak? – tata nie był zachwycony. – Ja bym mu nie pozwalał kupować tego, co chce…

– Oj, przecież butelka wody zawsze się przyda – obroniła Ksynka mama.

Kiedy znów byli w sklepie, Ksynek wrzucił do butelkę swojej ulubionej wody do koszyka mamy.

– Pamiętałeś! – ucieszyła się mama. – Dokładnie tak, jak się umówiliśmy. Najpierw wrzucasz do koszyka. A teraz możesz podać panu wodę do skasowania.

– Taak! – ucieszył się Ksynek i już biegł do kasy, jednak mama zatrzymała go, kładąc mu rękę na ramieniu.

– Musimy chwilkę poczekać – powiedziała. – Jest kolejka.

„Kolejka” znaczyło, że przed nimi stała starsza pani z dziewczynką. Pewnie babcia z wnuczką. Dzieczynka uważnie przyglądała się kolorowym paczuszkom, wiszącym wokół lady i leżącym w przegródkach pod nią. Zdecydowanym ruchem wyjęła z jednej z przegródek jajko z niespodzianką.

– Babciu, jeszcze to! – poprosiła dziewczynka, wymachując swoją zdobyczą.

– Słodycze nie są zdrowe – powiedziała zdecydowanie babcia. – Babcia nie ma pieniędzy na słodycze.

– Ale ja chcę! – dziewczynka tupnęła nogą.

– O, zobacz, jaki ładny piesek! – babcia wskazała na kudłatego pieska za drzwiami sklepu. Gdy dziewczynka spojrzała w tym kierunku, babcia spróbowała wyjąć jej z ręki jajko.

Dziewczynka była szybsza.

– Nie! Moje! – krzyknęła na cały głos, mocno zaciskając paluszki wokół swojej zdobyczy.

Starsza pani spojrzała w popłochu na mamę i Ksynka.

– Dobrze, już dobrze! – szepnęła ze złością. Rozległo się piknięcie, dziewczynka porwała jajko i zaczęła je oskubywać z błyszczącego papierka.

Ksynek też uwielbiał jajka z niespodzianką! Wystarczyło je sobie wziąć i podać panu z długimi włosami, żeby je mieć. Wyjął więc jajko z przegródki i podstawił wprost pod suszarkę. Piknęło!

– Ale Ksynku… – westchnęła żałośnie mama. – Przecież umówiliśmy się…

Na co się umówili? Aha! Ksynek pospiesznie wrzucił jajko do koszyka.

– Teraz to już za późno – próbowała mu tłumaczyć mama, ale Ksynek już rozwijał szeleszczący papierek.

Z nadgryzionym czubkiem jajka usiadł przy stoliku przed sklepem. Nie zamierzał czekać, aż wrócą do domu. Musiał się dowiedzieć, co jest w środku!

Mama patrzyła na niego z ukosa, ale zauważył, że ukradkiem się uśmiecha. Wydobył z jajka dwa kawałki, z których jeden miał cztery koła. Pewnie samochodzik! Podał je mamie do złożenia.

– Zaraz, zaraz, to pasuje tutaj…a może tutaj…-zastanawiała się mama, manipulując częściami.

Mama pochyliła się nad modelem, a w tym czasie Ksynek, który uwielbiał powtarzać to, co mu się udało, podbiegł do lady, wyjął jeszcze jedno jajko z przegródki i podstawił je pod suszarkę. Oczywiście piknęło!

Mama już obok niego była.

– Ksynku…- pokręciła głową. – Tak nie można.

Musiała jednak przyłożyć czerwony kartonik do kalkulatora. Ksynek już wiedział, że po piknięciu wszystko należy do niego!

Zaczął oskubywać jajko z papierka i już chciał usiąść przy stoliku, jednak mama wzięła go za rękę.

– Ksynku, to jajko zjemy w domu, dobrze? – zaproponowała stanowczo.

Był tak zajęty nadgryzaniem jajka, że się zgodził. Dopiero w domu zrozumiał, że to pułapka. Nie mógł już kupić trzeciego jajka.

W drugim jajku tez był samochodzik. Kiedy mama go złożyła, usiadła obok Ksynka na fotelu, co oznaczało, że zamierzała dłużej z nim porozmawiać.

Najpierw jednak go przytuliła i pocałowała w umorusany czekoladą nosek.

– Nie mogę ci kupować ciągle nowych rzeczy – powiedziała poważnie.

– Czemu?

Przecież mama też zdejmowała rzeczy z półek i zabierała je do domu.

– Bo…kupuje się to, co jest potrzebne. A nie wszystko, co się nam podoba.

– Czemu? – dopytywał Ksynek.

– Bo…tak jest.

Ksynka nie zadowoliła ta odpowiedź i mama to zauważyła. Przyniosła z przedpokoju nierozpakowaną jeszcze siatkę z zakupami i wyjęła z niej kawałek zmiętoszonej kartki.

– Zobacz, ja kupuję tylko to, co mam na liście. Tu sobie napisałam: ser, ogórek, dwa pomidory. I co kupiłam? Spójrz…

Ksynek zajrzał do torby.

– Ser! – oznajmił.

– Dwa pomidory – dodała mama, kładąc na stoliku pomidory.

– I ogórek! – dodał Ksynek. – Mogę ogórka?

– O, to co innego! – uśmiechnęła się mama. – Ogórek jest bardzo zdrowy.

Ksynek nie miał pojęcia, czemu ogórek jest zdrowy, ale lubił jego świeży smak i to, jak delikatnie chrupał.

Mama sięgnęła po notes i wyrwała z niego kartkę.

– Zrobimy taką listę na jutro, dobrze? – zaproponowała.

Ksynek kiwnął głową.

– Ma-ka-ron – zapisała.

– To jest makaron? – spytał z zaciekawieniem Ksynek, przyglądając się dziwnym znaczkom.

– Tak, a żebyś miał pewność, to jeszcze go narysuję

Mama i dorysowała obok kilka rurek. A później wzięła czerwoną kredkę i narysowała jeszcze paprykę i puszkę pomidorów. Ksynek umieścił jeszcze na kartce kilka własnych zawijasów.

Następnego dnia szykowali się do zakupów jak do wielkiego zadania.

– Pamiętaj, kupujemy tylko to, co jest na liście – powiedziała mama, a jej spojrzenie mówiło, że ufa Ksynkowi.

Chłopiec przytaknął, jednak kiedy znalazł się w sklepie, okazało się, jakie to trudne. Wokół było tyle ciekawych, kolorowych opakowań.

– Jak uważasz, co będzie lepsze? Świderki czy rurki? – spytała mama przy regale z makaronami.

Widać było, że liczy się z jego zdaniem, a Ksynek bardzo to lubił. Wybrał świderki.

– A teraz pójdziemy po paprykę – mama skierowała się ku stoisku z warzywami. – Wybierzesz najczerwieńszą.

Chłopiec zanurzył rączki w pojemniku z paprykami. Każdą podnosił do góry i dokładnie oglądał. W końcu wręczył mamię jedną z nich.

– Jest czerwona, ale ma zadrapanie. Poszukaj takiej bez zadrapania – doradziła.

Ksynek jeszcze trochę szperał wśród papryk, aż w końcu znalazł idealną.

– Jaka wspaniała! – pochwaliła go mama, wrzucając paprykę do koszyka. – Bardzo mi pomogłeś. To przyjemność chodzić z tobą na zakupy.

Kiedy podeszli do lady, Ksynek porwał jajko z niespodzianką. Pamiętał, żeby je wrzucić do koszyka.

– Jajko? – zdziwiła się mama, podsuwając Ksynkowi pod nos kartkę z notesu. – Przecież nie ma go na liście.

– Jest! – Ksynek wskazał na swój zawijas.

Mama pokręciła głową.

– Niech ci będzie. Odtąd do każdej listy będziesz dopisywał jedną rzecz. Ale pamiętaj. Tylko jedną.

Wracając, minęli stolik wystawiony przed sąsiednim sklepem. Czego tam nie było! Wiatraczki, łopatki, maszynki do baniek mydlanych.

Ksynek przystanął. Nie mógł oderwać wzroku od tych rzeczy. Chciał je mieć. Wszystkie.

– Zrobiliśmy już zakupy – powiedziała mama zdecydowanym tonem i pociągnęła go za rękę.

Tak, zrobili w tamtym sklepie. Ale nie w TYM!

Podbiegł do stolika i wziął do rąk wszystko, co się w nich zmieściło. Cztery wiatraczki, trzy łopatki i dwie maszynki do baniek.

– Synku, nie kupię ci tego – powiedziała zdecydowanie mama.

– Ja chcę!

Ukryta wewnątrz sklepu sprzedawczyni bacznie im się przyglądała.

– Dobrze. Jedną rzecz. Tylko jedną – zdecydowała szybko mama.

Jedną? Chciał mieć je wszystkie! Nie da ich sobie odebrać!

Mama przykucnęła i spytała spokojnym głosem:

– Zacznijmy od wiatraczków. Który wolisz? Czerwony, zielony, niebieski, a może różnokolorowy?

Ksynek w odpowiedzi przycisnął mocniej całe naręcze zabawek.

– Co wolisz? – mama wskazywała na wszystkie wiatraczki po kolei. – To czy to, a może to?

– I to, i to, i to! – zawołał Ksynek.

– Co byś z tym zrobił? – głos mamy był coraz bardziej podniesiony. – Po co ci cztery wiatraczki?

Nie miał pojęcia, bo prostu chciał je mieć.

– Ja muszę! – krzyknął.

Mama wstała i powiedziała zdecydowanie:

– Nie kupię ci tylu wiatraczków.

– Muszę! – wrzasnął na cały głos i na znak, że nie zamierza się stąd ruszyć, położył się na stoliku. Nagle stolik drgnął. Ksynek wypuścił zabawki z rąk i cofnął się. Stolik potoczył się przed siebie. Sprzedawczyni wybiegła przed sklep.

–  Proszę uspokoić dziecko! – krzyknęła, zbierając zabawki z chodnika.

Mama wzięła Ksynka na ręce i ruszyła przed siebie.

– Nie! Ja chcę! – Ksynek bił mamę po plecach piąstkami. Ona jednak zdecydowanym krokiem zmierzała do domu.

Kiedy weszli do środka, Ksynek rozłożył się na podłodze w korytarzu.

– Rozbierzemy się? – spytała mama.

– Nieee! – wrzasnął Ksynek i zaniósł się płaczem.

Mama przyklękła i chciała go przytulić, ale on ją odepchnął, choć w głębi serca bardzo chciał, żeby była blisko.

– Wiatraczki! Wiatraczki! – krzyczał.

– Nie wrócimy tam – powiedziała mama, po czym znów spróbowała go objąć.

Ksynek groźnie warknął i odepchnął ją do siebie. Mama usiadła więc obok niego na podłodze, a on płakał, płakał i płakał. W końcu, kiedy zrozumiał, że mama nie zmieni zdania, zdjął kurtkę i buty.

W milczeniu poszedł do swojego pokoju i zaczął układać wieżę z klocków, a mama przygotowywała obiad. Kiedy tata wrócił z pracy i wszyscy zasiedli przy stole, chłopiec już prawie zapomniał o tym, co się wydarzyło

– Makaron świderki? – zdziwił się tata. – Przecież w ogóle nie pasuje do tego sosu.

– Ksynek sam wybrał – powiedziała mama, uśmiechając się blado.

Chłopiec uważał, że makaron świetnie pasuje do sosu i że to jego zasługa. Mama była smutna i ledwo skubnęła swój obiad.

– Co ci jest? – spytał tata.

– Nic…

– Przecież widzę, że coś ci jest – nalegał tata.

– Ech, mieliśmy awanturę w sklepie – westchnęła mama.

– Pewnie znów wymuszał, żebyś mu coś kupiła – tata zerknął groźnie na Ksynka.

Chłopiec nie lubił, kiedy ktoś o nim mówił, nie zwracając się do niego.

– Co? Co? – zapytał.

– To to – odpowiedział tata. – Rzeczy w sklepie nie są za darmo. Płaci się za nie pieniędzmi, które trzeba zarobić.

– Przecież on tego nie zrozumie – powiedziała mama.

Ksynek przypomniał sobie, że babcia tamtej dziewczynki ze sklepu też mówiła o pieniądzach, ale o co chodziło z tym zarabianiem nie miał pojęcia.

Po obiedzie mama usiadła obok niego na fotelu, co oznaczało, że zamierzała dłużej porozmawiać.

– Chciałabym ci kupić wiatraczek, całe mnóstwo wiatraczków – zaczęła.

– I łopatki?

– I łopatki – potwierdziła. – Całe mnóstwo łopatek.

– I kululu? – tak Ksynek nazywał maszynkę do baniek mydlanych.

– I kululu. Moglibyśmy mieć caaaałą szafkę pełną kululu – mama rozłożyła ramiona, żeby pokazać, jak tego byłoby dużo.

Ksynek się roześmiał. Poczuł ulgę. Mama wiedziała, czego potrzebuje.

– Mam pomysł! – powiedziała mama z tajemniczą miną i wróciła po chwili z kartką wyrwaną z notesu. – Zapiszemy sobie te wszystkie twoje życzenia, a potem przyczepimy ją do lodówki, dobrze?

Ksynek kiwnął głową. Polubił listy. A dzięki temu, że lista zawiśnie na lodówce, będzie mógł zawsze na nią patrzeć.

Mama narysowała wiatraczki, łopatki i kululu.

– I jeszcze…domek.

– Domek? – zdziwiła się.

– Tak!

– W sklepie nie było żadnego domku.

– Chcę domek – powiedział pewnym głosem Ksynek.

Mama sięgnęła po telefon i wyświetliła na nim zdjęcia różnych domków dla lalek.

– Może taki? – spytała. – Albo ten?

Ksynek spojrzał krytycznie na kolejne zdjęcia, w końcu wybrał to, które najbardziej mu się podobało.

– O, taki! – wskazał paluszkiem.

– Dobrze, dorysuję domek.

Następnym razem w sklepie Ksynek pomagał mamie wybrać najbardziej rumiane jabłka, ale najbardziej cieszył się na to, co sam dorysował na liście, czyli jajko z niespodzianką.

Kiedy stanął przy kasie i chwycił wymarzone jajko, zobaczył tuż obok paczkę żelków. Ją też wrzucił do koszyka.

– Synku, to czy to? – spytała zdecydowanym tonem mama.

– I to, i to! – odpowiedział.

– Umówiliśmy się na jedną rzecz. Wybierz ją, a drugą odłóż.

– Nie! – krzyknął Ksynek.

Mama spojrzała na niego zawiedziona. Nie lubił tego spojrzenia. Wolał, kiedy cieszyła się, że jej pomaga. Zerknął na jajko, a potem na żelki. Chciał odłożyć jedną rzecz, ale nie potrafił.

– Wiesz co – powiedziała mama. – Włóż do koszyka jedną rzecz, a drugiej zrobimy zdjęcie.

To go zaciekawiło.

– Pamiętasz te zdjęcia domków, które wczoraj oglądałeś? Kiedy zrobisz zdjęcie, będzie, tak jak tamto, w moim telefonie.

Ksynek uśmiechnął się. Lubił zdjęcia. Mama pomogła mu ustawić odpowiednio ekran i – cyk! – powstało zdjęcie jajka. W koszyku wylądowały żelki.

Kiedy w drodze powrotnej co chwila sięgał do torebki, zastanawiał się tylko nad tym, na który żelek ma ochotę i nie myślał już o jajku. Nie musiał, bo pozostało ono w telefonie. Najważniejsze, że mama wiedziała, co mu się w sklepie spodobało.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i czekanie

Ksynek i klocki

Ksynek i emocje

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *