czerwona łopatka w piasku, rysunek odręczny

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek po raz pierwszy usłyszał słowo „dzielić się” pewnego słonecznego dnia, kiedy stawiał babki w swojej ulubionej piaskownicy. Plac zabaw, okolony niskim płotkiem, był malutki, ale znajdowało się na nim wszystko, co trzeba.

Rozłożyste drzewo, które dawało cień, a pod nim ławeczka dla mamy, no i oczywiście piaskownica, która, zdaniem Ksynka, była magiczna. A to dlatego, że każdego dnia znajdował na niej nowe foremki. A to motylek, a to żółw, ślimak, kaczka czy lokomotywa…Nie miał pojęcia, skąd się tu brały, ale cieszył się, że wszystkie są dla niego. No, i jeszcze dla mamy. Kiedy jakieś foremka mu się znudziła, prosił mamę, żeby to ona zrobiła babkę.

– Teraz ty! – powiedział, podając mamie foremkę w kształcie lokomotywy.

Mama napełniła ją piaskiem i położyła ją na barierce piaskownicy.

– Trzeba poklepać! – powiedział poważnie Ksynek i wręczył mamie podniszczoną łopatkę. – Puk, puk! Ooo, bardzo dobrze!

Uważał, że wiele zależy od tego, czy dobrze się poklepie foremkę. Dzięki temu babki się nie rozpadają. Oddał mamie jeszcze kaczuszkę, a sobie pozostawił trzy nowe foremki: domek, autko i drzewko. Nie dość, że były nowe, to jeszcze bardzo do siebie pasowały. Postanowił, że na samym środku piaskownicy postawi domek, obok autko, a jeszcze dalej drzewko. Kiedy skończy, jak zwykle pójdą z mamą do sklepu po słone ciasteczka, które miały różne kształty, zupełnie jak foremki. Gwiazdki, kółeczka i jego ulubione – rybki.

Ksynek odcisnął kształt domku na piasku i właśnie planował ustawić obok drzewko, gdy skrzypnęła furtka. Spojrzał z zaciekawieniem w tym kierunku. Pani w kręconych włosach i okularach prowadziła za rękę dziewczynkę z takimi samymi kręconymi włosami, ale bez okularów.

– Chodź, Jagódko – powiedziała.

Ksynkowi bardzo spodobało się to imię. Jagódka. Kojarzyło się z naleśnikami. Do tego dziewczynka miała granatowe oczy. Podeszła do piaskownicy trochę niepewnie, ściskając pod pachą białego króliczka. Ksynek pomyślał, że pewnie króliczek dodawał jej otuchy podobnie jak jemu Misio.

Jagódka usiadła tuż obok Ksynka na środku piaskownicy, a jej mama przykucnęła tuż za nią i uważnie się wszystkiemu przyglądała.  Ksynek nie lubił, jak ktoś go obserwował i być może dlatego dopiero w ostatniej chwili zauważył, że Jagódka wyciągnęła rękę po drzewko! Ksynek natychmiast przygarnął foremkę do siebie. Przecież drzewko miało rosnąć koło domu.

Dziewczynka wykrzywiła buzię i spojrzała na mamę, która poprawiła okulary na nosie i ruszyła jej z pomocą.

– O, zobacz, ta foremka też jest ładna! – wskazała palcem na autko.

Ksynek złapał foremkę, zanim Jagódka zdążyła wyciągnąć rączkę.

– Jagódka też chciałaby się pobawić – zwróciła się do Ksynka mama Jagódki dziwnym, sztucznie brzmiącym tonem. – A ty jej zabrałeś już drugą zabawkę.

Ksynek w odpowiedzi tylko mocniej zacisnął paluszki na obu foremkach, żeby przypadkiem nikt mu ich nie odebrał. Pani w okularach wykrzywiła buzię zupełnie tak, jak przed chwilą Jagódka.

– Brzydko jest się nie dzielić – powiedziała i tym razem jej ton brzmiał już groźnie.

Ksynek nie wiedział, co to znaczy „dzielić się”, ale to musiało być coś bardzo nieprzyjemnego. Brzydkie były przecież czarownice w bajkach. Zaczęło mu się zbierać na płacz. Na szczęście mama w porę go przytuliła, a potem powiedziała coś dziwnego:

– Zobacz, Jagódce jest smutno. Też chciałaby się pobawić.

Dopiero teraz zauważył, że Jagódka wtula twarz w swojego króliczka. Ale przecież jemu też było smutno! Chciał, żeby wszyscy się o tym dowiedzieli, więc zamiast się rozpłakać, krzyknął:

– Moje! Ja chcę!

Mama Jagódki wstała i pociągnęła córkę za rękę.

– Jagódka nie chce się z tobą bawić – powiedziała zdecydowanym tonem. – Prawda, Jagódko?

Dziewczynka nic nie odpowiedziała. Później, gdy Ksynek stawiał obok domku drzewko i autko, usłyszał, jak głośno trzasnęła furtka. Teraz mógłby oddać foremki Jagódce, ale już jej nie było. Nie miał pojęcia, co się takiego stało i miał nadzieję, że ktoś mu to wytłumaczy.

– Wracamy? – spytała mama.

Ksynek przytaknął. Postawił przecież wszystkie babki. Szli do domu w milczeniu. Mama od czasu do czasu zerkała na Ksynka jakoś obco, jakby go nie znała. Gdy zbliżyli się do sklepu, przypomniał sobie o czymś:

– Ciasteczka!

Kupili ciasteczka i usiedli przy stoliku przed sklepem. Mama rozerwała torebkę.

– Moje! Ja chcę! – krzyknął Ksynek.

Mama, wciąż z tym samym obcym spojrzeniem, podsunęła mu torebkę, a on zaczął łapczywie wyjadać rybki.

– Dlaczego nie chciałeś oddać foremki dziewczynce? – spytała. – Bałeś się, że ci nie odda?

Niczego się nie bał. Nie chciał oddać foremki, bo jej potrzebował.

– Podzielisz się ze mną? – spytała mama, wskazując palcem na torebkę.

Znowu to dzielenie, przez które są same problemy. Ksynek przycisnął do siebie paczkę ciastek.

– Mogę jedno? – spytała raz jeszcze mama. – Proszę…

To co innego. Zabrzmiało jakoś tak miło…Ksynek powolutku przesunął torebkę na taką odległość, żeby w razie czego mógł ją zabrać, gdyby mama chciała zjeść akurat rybkę.

– Dziękuję – powiedziała i wreszcie spojrzała na niego tak, jakby był jej synkiem. Tak się ucieszył, że nawet nie zauważył, które ciasteczko włożyła do buzi.

Sięgali na zmianę do torebki. Ciasteczek było w paczce tyle, że wcale ich nie ubywało.

– Wiesz, Ksynku, te zabawki na placu zabaw nie są twoje – powiedziała powoli mama.

Ksynek spojrzał na nią z uwagą, przełykając ciasteczko.

– Zabawki z twojego pokoju są twoje, a te z placu zabaw – nie.

Zmarszczył brwi. Nigdy nie przyszłoby mu to do głowy. Myślał, że wszystkie zabawki są dla niego.

– Na placu zabaw możesz bawić się tylko tymi zabawkami, którymi nikt się akurat nie bawi – kontynuowała mama.

Choć to, co usłyszał, nie było miłe, odetchnął z ulgą. Wreszcie coś zrozumiał.

W drodze powrotnej przystanęli na dużym placu zabaw przed blokiem. Dzieci śmigały na hulajnogach, zjeżdżały ze zjeżdżalni, zwisały z barierek, a w piaskownicy usypały olbrzymi kopiec. Ksynek już chciał tam pobiec, ale mama go zatrzymała.

– Ksynku, pobawimy się teraz w taką zabawę – powiedziała. – Powiesz mi, którą zabawką możesz się bawić a którą nie, dobrze?

Chłopiec uznał, że to fajny pomysł. Podniósł zieloną ciężarówkę, która leżała pod jego stopami. Nikt się nią nie bawił.

– Tą mogę? – spytał

– Tak! – przytaknęła mama.

– A tamtą nie? – wskazał na taczkę, wypełnioną piaskiem, którą popychał przed sobą szczupły chłopczyk.

Mama kiwała głową, przykucnęła i mocno go objęła.

– Pięknie sobie poradziłeś! Możesz być z siebie dumny.

Przytulając twarz do policzka mamy, Ksynek cały czas obserwował szczupłego chłopca. Zatrzymał się przed piaskownicą, sięgnął po czerwoną łopatkę i zatopił ją w zgromadzonym na taczce piasku.

– Moja łopatka! – zawołał Ksynek, wyswobadzając się z uścisku mamy.

– To nie jest twoja łopatka – powiedziała zdecydowanie mama i zatrzymała go, chwytając za kaptur bluzy. – Przecież ustaliliśmy. Zabawki na placu zabaw są wspólne. Jeśli inne dziecko bawi się…

Ksynkowi przestało się podobać to, że zabawki mogą być wspólne.

– To moje! Ja chcę! – krzyknął. Poczuł, że policzki robią się gorące, a do oczu napływają mu łzy.

Mama znów pociągnęła go za kaptur. Ale chłopiec nie zamierzał się stąd ruszać. Wrósł w ziemię.

– Wracamy do domu – powiedziała podniesionym tonem.

– Nieee! – krzyknął Ksynek, po czym zacisnął piąstki i zaczął ze złością tupać nogami, rozsypując wokół siebie grudki piasku.

– Kupię ci taką samą łopatkę – obiecała mama. – Będzie tylko twoja.

Ksynek rozluźnił piąstki i zaczął uważnie słuchać.

– Tylko ty będziesz się mógł nią bawić – wyjaśniła mama.

Ksynek przełknął łzy i pozwolił zaprowadzić się do domu. Kiedy wspinał się po schodach, myślał już tylko o jednym: o swojej własnej, czerwonej łopatce.

Następnego ranka w przedpokoju czekało na niego piękne niebieskie wiaderko, z czerwoną łopatką i trzema foremkami: żółwiem, gwiazdką i kaczuszką!

Natychmiast chciał je wypróbować. Poszli z mamą oczywiście na jego ulubiony plac zabaw, z drzewem i ławeczką.

– Tylko pamiętaj, synku, tu są twoje zabawki – powiedziała mama, potrząsając wiaderkiem, po czym wskazała palcem na foremki w piaskownicy: – A te wspólne. I możesz się nimi bawić tylko wtedy, kiedy nikt inny się nimi nie bawi.

Te wspólne tym razem wcale Ksynka nie interesowały. Nawet nie zauważył, czy tego dnia pojawiły się jakieś nowe. Wydawało mu się, że nigdy nie widział piękniejszych foremek niż te jego własne! Łopatka była nowiutka, błyszcząca i jak się nią poklepywało babki, zawsze wychodziły!

Gdy na chwilę podniósł wzrok zauważył, że zza płotku otaczającego plac obserwuje go uważnie piegowaty chłopiec.

– Tato, ja też chcę się pobawić tymi foremkami – powiedział chłopiec do stojącego obok wysokiego pana z brodą.

– To poproś! – poradził mu tata.

– Mogę się pobawić? – spytał nieśmiało chłopiec. – Proszę…

– Nie! – odpowiedział zdecydowanie Ksynek.

Przecież to były jego foremki. Mama powiedziała, że nie będzie się musiał nimi dzielić.

– Trudno, to jego foremki, ma do tego prawo – powiedział tata.

Ksynek był z siebie bardzo zadowolony, ale potem zauważył, że piegowaty chłopiec posmutniał. Gdy skrzypnęła furtka, pomyślał, że chłopiec jednak zdecydował się wejść, ale nie – stanęły nad nim Jagódka z mamą. Jagódka też miała swoje wiaderko z łopatką! Łopatka była prawie taka sama jak ta Ksynka, tylko że żółta. Był ciekawy, czy kopie się nią i przyklepuje tak samo dobrze.

Kiedy Jagódka usiadła obok niego w piaskownicy, poczuł, że musi wypróbować jej łopatkę. Przecież była Jagódki, a nie wspólna. Wyjął jej więc ją z wiaderka.

Jagódka wykrzywiła buzię i spojrzała na mamę, która poprawiła okulary na nosie i splotła ręce na piersiach.

– Chłopczyk może się przez chwilę pobawić. Pokaż, że TY potrafisz się dzielić – powiedziała sztucznie brzmiącym tonem, który, jak już się Ksynek przekonał, nie zwiastował niczego dobrego.

Mama Ksynka spojrzała z niepokojem na Jagódkę.

– A może Jagódka wcale nie chce się podzielić? – spytała.

– Chcesz, prawda, Jagódko? – powiedziała jej mama w imieniu córki, wciskając Ksynkowi do rączki łopatkę Jagódki. – Kto by nie chciał się dzielić? To takie wspaniałe!

Ksynek ucieszył się i zakopał łopatkę w piasku. Postanowił napełnić nią każdą foremkę, a później oddać łopatkę Jagódce, bo jego czerwona bardziej mu się podobała. Jednak kiedy nabrał pierwszą porcję piasku, Jagódka szarpnęła jego rękę, przez co nie trafił do foremki. Spojrzał ze złością na dziewczynkę i raz jeszcze zakopał łopatkę.

– Już się pobawiłeś, teraz oddaj – powiedziała mama Jagódki zdecydowanym, groźnym tonem.

Przecież wcale się jeszcze nie pobawił! Dopiero zaczął nasypywać piasek.

Mama Jagódki spróbowała mu wyjąć z ręki łopatkę. Ksynek zacisnął paluszki na trzonku.

– No, oddaj! – mama Jagódki pociągnęła łopatkę, ale uścisk Ksynka okazał się silniejszy. Chłopiec wyrwał swoją zdobycz i rzucił się do ucieczki. Mama Jagódki zaczęła go gonić. Do pościgu włączyła się Jagódka i mama Ksynka. Wszyscy biegali naokoło piaskownicy, ale nie mogli złapać Ksynka. Trzonek trzymał cały czas w zaciśniętej dłoni. Wiedział, że jak coś się mocno trzyma, to nikt tego nie wyrwie!

– Proszę zmusić syna, żeby oddał łopatkę! – krzyczała mama Jagódki.

– Synku, oddaj. To nie twoje! – wołała żałośnie mama.

Nie rozumiał tego wszystkiego. Moje-twoje-wspólne. Chciał tylko napełnić swoje foremki. Biegł tak szybko, że słyszał jak wiatr furkocze w kapturze jego bluzy.

Nagle mama Jagódki zastąpiła mu drogę

– No dobrze, ja to zrobię, skoro pani nie potrafi! – zwróciła się do mamy, po czym pociągnęła łopatkę z całych sił i wyrwała ją!

Ksynek przystanął, łapiąc oddech. Wydawało mu się, jakby nagle wszystko dookoła ucichło.

– Trzeba się dzielić! – wrzasnęła mama Jagodki.

– Nieee! – Ksynek krzyknął jeszcze głośniej.

Wtedy mama Jagódki wzięła JEGO czerwoną łopatkę i włożyła ją do ręki Jagódce.

– Zobacz, jak to jest, kiedy ktoś nie chce się dzielić!

Ksynek zaniósł się płaczem. Mama chwyciła go wpół, a on zaczął się wierzgać, rozsypując piasek wokół siebie. Kupki piasku spadały na buty Jagódki i jej mamy i na wszystko dookoła. Najchętniej zasypałby tak cały świat.

– Synku, to tylko łopatka – mówiła mu mama prosto do ucha łamiącym się głosem.

Jak to tylko łopatka? Przecież to była jego nowa, śliczna, czerwona łopatka!

Mama Jagódki wyjęła łopatkę Ksynka z rąk córki i rzuciła ją w piasek jak jakąś starą szmatę, po czym wzięła córkę na ręce.

– I widzisz, jaki jesteś! – powiedziała, zbliżając się do furtki. – Nikt nie będzie się chciał z tobą bawić, bo ty nie umiesz się bawić!

Był kompletnie rozbity. Wszyscy, nawet mama, patrzyli na niego tak, jakby zrobił coś naprawdę złego. Wiedział tylko jedno. Dzielenie musi być naprawdę okropne.

Kiedy wrócili do domu, mama opadła na krzesło w kuchni.

– Nie mam ochoty niczego gotować – powiedziała smutno. – Zrobimy sobie pizzę?

– Taaak! – powiedział, bo poczuł się głodny.

Mama rozłożyła ciasto na blasze, a kiedy miksowała sos i tarła ser, Ksynek dziurawił ciasto widelcem. Rozprowadziła łyżką sos, Ksynek posypał ciasto serem i pokrojonymi w krążki oliwkami.

Kiedy wyjęli pizzę z piekarnika, jak zwykle pięknie pachniała. Ksynek nie mógł się doczekać, kiedy wreszcie ostygnie. Wreszcie mama zaczęła kroić pizzę, a on upatrzył sobie kawałek, na którym w serze zatopione były dwa krążki oliwek. Przypominały oczy.

Niestety, mama sięgnęła akurat po ten kawałek.

– To mój! – krzyknął.

Zwykle mama wręczała mu w takich sytuacjach kawałek pizzy, ale tym razem nie zamierzała tego zrobić. Znów spojrzała na niego tak, jakby był kimś obcym.

– Synku, ja sobie wybrałam ten kawałek. Zobacz, tu jest mnóstwo innych kawałków…

– Chcę ten! – powiedział.

Mama pokręciła głową.

– Nie może być tak, że dostajesz wszystko, czego sobie zażyczysz. Bo później, proszę bardzo, będzie tak jak dziś w piaskownicy.

Ksynek przypomniał sobie dzięki temu pewne słowo. To, które ostatnio usłyszał kilka razy i które mu się spodobało.

– Proszę…- powiedział, wyciągając rękę po kawałek pizzy.

– Słucham? – spytała mama z niedowierzaniem.

– Proszę…- powiedział jeszcze raz.

Mama uśmiechnęła się blado. Znów spojrzała na niego tak, jakby był jej synkiem i wręczyła mu kawałek pizzy. Zagłębiając zęby w miękkim serze, Ksynek poczuł ciepło wokół serca. To miło, kiedy ktoś sam ci coś daje i nie trzeba tego wyrywać.

Następnego dnia, w drodze na plac zabaw, Ksynek pomyślał, że poprosi Jagódkę o żółtą łopatkę. Kiedy otworzył furtkę, ucieszył się, że ją zobaczył. Jednak Jagódka i jej mama zachowywały się tak, jakby Ksynek był niewidzialny. Bawiły się w kąciku piaskownicy, w ogóle na niego nie patrząc.

Jagódka robiła babki foremkami ze swojego wiaderka, więc Ksynek mógł wykorzystać i swoje i wspólne. Aż w końcu wszystkie mu się znudziły. Wtedy usłyszał tuż obok znajomy głos.

– Mogę się pobawić twoimi foremkami?

To był piegowaty chłopiec. Znów stał za płotem ze swoim brodatym tatą.

– Tak! – odpowiedział Ksynek.

– Widzisz, chłopiec potrafi się dzielić! – pochwalił Ksynka brodaty pan.

Dzielenie? Więc to było dzielenie? Ono nie musi być brzydkie i nieprzyjemne?

Nawet mama Jagódki z zaciekawieniem podniosła wzrok i spojrzała na Ksynka zza przybrudzonych piaskiem okularów. Przez chwilę obserwowała bawiących się chłopców, a w końcu pozwoliła Jagódce do nich dołączyć. Ksynek zrozumiał, że dzięki  temu, że coś jest wspólne, więcej dzieci może się tym bawić.

Nawet mama Jagódki przestała się bacznie przyglądać córce i zaczęła rozmawiać z mamą Ksynka. Miała teraz inny, naturalny głos i Ksynek usłyszał, jak wypowiedziała słowo: „Przepraszam”. Brzmiało tak miło jak „Proszę”.

Jagódka już nie była smutna, a nawet dała Ksynkowi potrzymać swojego białego króliczka. Ksynek chciałby przytulić go na dłużej, bo był taki ciepły i mięciutki, ale Jagódka zgodziła się go odstąpić tylko na chwilę. Mimo wszystko Ksynek poczuł, jakie to miłe, kiedy ktoś komuś coś daje, bo tego chce. Pomyślał, że też da kiedyś Jagódce czerwoną łopatkę. Wtedy, kiedy tego zechce.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i czekanie

Ksynek i klocki

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *