Ksynek ma urodzinki

– Ksynku, zbliżają się twoje urodzinki – oznajmiła pewnego dnia mama.

Chłopiec spojrzał na nią z zaciekawieniem. Nie wiedział, co to znaczy.

– Wiesz, ile masz latek? – spytała.

Dorośli często zadawali mu to pytanie i zawsze prosili, żeby pokazywał coś na palcach.

– Nie lubię latek – powiedział.

Mama się uśmiechnęła.

– Ale ile ich masz? Pokaż na paluszkach…

Ksynek przyjrzał się swojej dłoni.

– Uczyłam się. Pamiętasz? – zachęcała mama.

Po chwili zastanowienia pokazał pięć palców.

– Nie, jeszcze nie. Masz dwa latka, a jutro skończysz trzy – mama wzięła do ręki jego dłoń i odgięła trzy paluszki.

Nadal nic nie rozumiał.

– Z tej okazji zamówiłam tort i będziemy ci śpiewać „Sto lat” – mama zanuciła jakąś melodię, której Ksynek nie znał.

– Albo „Happy Birthday” – dodała.

I znów zanuciła kawałek. Chłopiec dobrze go znał, więc dołączył do mamy.

– Poczekaj, puszczę ci coś – mama sięgnęła po telefon i chwilę w nim poszperała.

Wyświetliła filmik i podsunęła ekran Ksynkowi. Dzieci krzątały się po pokoju. Chłopiec nadmuchiwał baloniki, a dziewczynka zawiązywała wstążeczką prezent.

– Przygotowują urodzinową niespodziankę dla braciszka – wyjaśniła mama.

Po chwili pod sufitem zawisły balony, na stole pojawiło się olbrzymie ciasto, a na jego szczycie zapłonęła świeczka.

Gdy do pokoju wszedł braciszek, z tub wystrzeliły kolorowe papierki. Rozejrzał się dookoła i aż wstrzymał oddech z zachwytu. Siostra podsadziła go, by mógł zdmuchnąć świeczkę na torcie. Zabrzmiało „Happy Birthday” a później oklaski i śmiechy. Dzieci wręczyły chłopcu prezenty i pokroiły tort na duże kawałki.

– To są właśnie urodzinki – wyjaśniła mama.

Czyli co? Baloniki, ciasto, świeczka, piosenka? Nie miał pojęcia. Widać było jednak, że mama nie może się tego doczekać.

– To już jutro – powiedziała i pocałowała go w czubek głowy.

Następnego dnia Ksynka obudziły głosy rodziców.

– Czerwony? – spytał tata.

– Nie, lepiej zielony. Bardziej pasuje do żółtego.

Kiedy Ksynek wszedł do dużego pokoju, okazało się, że było w nim mnóstwo baloników! Tata przywiązywał je do lampy, a mama do krzeseł, ustawionych wokół stołu. Chłopiec bardzo się ucieszył. Uwielbiał podrzucać baloniki, a jeszcze bardziej je kopać!

– Oj, Ksynku, nie baw się balonikami! – mama zmarszczyła brwi. – Są do ozdoby.

Co to za baloniki, którymi nie można się bawić? Ale to był dopiero początek dziwnych wydarzeń tego dnia.

Babcia, która niedługo potem pojawiła się w drzwiach, zamiast ucieszyć się na widok Ksynka, spojrzała na niego krytycznie.

– To ma być ubranie na urodziny? Tak mało odświętne? – spytała podniesionym tonem.

Ksynek miał na sobie swoją ulubioną bluzę z Myszką Miki i spodenki w zygzaki.

– Myślałam, że to jest wystarczająco odświętne – tłumaczyła się mama.

Babcia pokręciła głową.

– Spodziewałam się, że tak będzie i coś kupiłam! – uśmiechnęła się zachęcająco do Ksynka i wyciągnęła z torby granatowe spodenki i białą koszulkę. – No, przebieramy się!

– Nie chcę – stwierdził Ksynek.

Nie lubił przebierania, a jeszcze do tego nowe ubrania mu się nie podobały. Były za mało kolorowe.

– Zobaczysz, będziesz świetnie wyglądał – babcia delikatnie pociągnęła końcówkę rękawa jego bluzy. Wiedział, co to znaczy. Będzie próbowała ją ściągnąć.

Ksynek wyswobodził się i splótł ręce na brzuszku na znak, że nie pozwoli się nikomu tknąć.

– Może niech sam spróbuje sobie założyć tę koszulkę – zaproponowała mama. – Ostatnio coraz lepiej mu idzie samodzielne ubieranie. A najchętniej ćwiczy zapinanie guzików.

Dopiero teraz Ksynek zauważył, że biała koszulka ma guziki!

– Jak on to sobie sam zało…- babcia nie skończyła, a już Ksynek wyrwał jej koszulę.

Powolutku zapinał guziki, a w tym czasie babcia wciągała mu przyciasne nogawki nowych spodenek.

– Ale z ciebie przystojniak! – powiedziała zachwycona, prowadząc go do lustra.

Ksynek nie podzielał zachwytu babci. Wolał swoje wygodne spodenki w zygzaki i miękką bluzkę z Myszką Miki. Poczuł się trochę raźniej dopiero, kiedy w lustrzanym odbiciu zobaczył równie odświętnie ubranych mamę i tatę. Mama miała na sobie granatową sukienkę z białym kołnierzykiem, a tata jasną koszulę i ciemne spodnie.

– Niedługo przyjedzie niespodzianka – oznajmiła tajemniczo mama. – A potem zaczynamy!

– W takim razie schowamy się w twoim pokoiku, co? – zaproponowała Ksynkowi babcia.

Chłopiec chętnie spędzał czas z babcią sam na sam, ale teraz zdecydowanie bardziej ciekawiła go niespodzianka. Kiedy zadzwonił dzwonek, chciał jak zwykle podbiec do drzwi, ale babcia zatarasowała wyjście z pokoju.

– Ciii – przysunęła palec do ust. – Nie wolno podglądać…

Teraz to dopiero Ksynek nabrał wielkiej ochoty, żeby podglądać! Przycisnął więc policzek do szparki w drzwiach. Usłyszał szybkie kroki mamy na korytarzu, szelest kartonu i brzęk talerzy, ale niczego nie zobaczył.

– Już? – spytał niecierpliwie.

Babcia też przysunęła policzek do szparki.

– Już – zdecydowała.

Przeszli na paluszkach przez korytarz i otworzyli drzwi do dużego pokoju. Mama i tata czekali przy udekorowanym stole, na środku którego stało coś, co przypominało kolorowy garnek odwrócony do góry dnem. W rękach trzymali kolorowe tuby.

– Niespodzianka! – zawołali i w tym momencie tuby pękły z hukiem, obsypując wszystko kolorowymi papierkami.

Ksynek nie znosił huku. Jakby tego było mało, cała trójka zaczęła głośno śpiewać „Sto lat”. Chciał uciec do swojego pokoju, ale babcia wzięła go na ręce i głośno cmoknęła w policzek.

– Wszystkiego najlepszego, wnusiu! – powiedziała. – Popatrz, jaki piękny tort.

– Gdzie? – spytał Ksynek.

Babcia wskazała na odwrócony kolorowy garnek. Teraz dopiero Ksynek uważnie mu się przyjrzał. Tort był ciemnozielony, obiegała go dookoła szara wstęga, a na jego szczycie znajdował się czerwony samochodzik. Po chwili zastanowienia stwierdził, że wstęga to droga. Samochodzik jedzie po drodze, a dookoła rośnie trawa.

Rodzice patrzyli na niego wyczekująco.

– I jak, podoba ci się? – spytała mama.

Chłopiec dotknął samochodziku czubkiem palca.

– Nie dotykaj – ostrzegła go babcia. – To ozdoba. Jeszcze zniszczysz.

Ksynkowi coraz mniej podobały się te wszystkie ozdoby, których nie mógł dotykać.

– Zapalmy świeczkę – zdecydowała mama.

Tata zatknął tuż przy samochodziku cieniutki, prążkowany patyczek.

– Ojej, poniszczyłeś lukier. Trzeba to było zrobić delikatniej – narzekała mama.

– Ten tort ma być do patrzenia? Bo myślałem, że do zjedzenia – powiedział tata.

Do zjedzenia? Ksynek był pewien, że do patrzenia. Nigdy w życiu nie jadł trawy, drogi i samochodziku!

Tata wyjął z kieszeni malutkie pudełko. Wyciągnął z niego patyczek i zamaszystym gestem potarł go o brzeg pudełka. Na końcu patyczka zabłysł płomień, który tata przytknął do świeczki.

Niesamowite! Świeczka się paliła. Ksynek zbliżył do niej paluszek.

– Uważaj! – krzyknęła mama. – Bo się poparzysz!

– Nie poparzy się – uspokajał tata. – Poczuje, że to gorące.

– Jesteś tego pewien? Skąd niby ma wiedzieć jak obchodzić się z ogniem?

Ksynek zauważył przerażenie w oczach mamy i odsunął palec.

– No, zdmuchnij świeczkę, wnusiu! – zachęciła go babcia.

– Ale jej nie dotykaj! – przypomniała mama.

– Zdmuchnij – powiedział tata.

Ksynek nie miał pojęcia, co ma zrobić.

– O, tak! – tata nadął policzki i zbliżył twarz do świeczki. – Dmuchniesz i płomień zgaśnie. Nie będzie go.

Dlaczego miało go nie być? Ksynkowi płomień bardzo się podobał. A im uważniej wszyscy na niego patrzyli, tym mniej miał ochotę go zdmuchnąć.

– Dobrze, ja to zrobię – zdecydowała mama. – I tak się boję, że mógłby się poparzyć.

Mama dmuchnęła. Ksynek poczuł ciepło na policzkach. Przestraszył się i znieruchomiał. Płomień zamienił się w smużkę dymu. Ksynek zaczął żałować, że nie zrobił tego sam.

– Teraz sesja zdjęciowa! – zarządziła babcia.

Rodzice i babcia skierowali ku niemu ekrany telefonów. Ksynek lubił pozować do zdjęć, ale tylko wtedy kiedy chciał.

– Uśmiechnij się! – poprosiła babcia.

Nie miał na to najmniejszej ochoty. Mimo to ekrany telefonów przybliżyły się do niego.

– Zrób zbliżenie na tort!

– Ksynku, pokaż, jak ci się podobają urodzinki!

– No uśmiechnij się, choć troszkę!

Babcia połaskotała chłopca pod brodą, co zawsze go rozśmieszało, ale nie tym razem. Odwrócił głowę i zmarszczył brwi.

– Chyba się nie uśmiechnie – westchnęła mama.

Potem przecięła tort w miejscu, gdzie stykała się trawa i droga. Ksynek w życiu nie jadł zielonego ciasta, które dodatkowo byłoby wewnątrz w biało-brązowe paski. Najbardziej lubił żółtą babkę, oblaną białym lukrem.

Kiedy więc babcia podsunęła mu talerzyk z dużym kawałkiem tortu, odsunął go zdecydowanie.

– Nie chcę tego – powiedział i uciekł do swojego pokoju.

Miał już serdecznie dość tej niespodzianki. Słyszał, jak zza drzwi dochodzą smutne głosy.

– Co zrobiliśmy nie tak? – zastanawiała się babcia.

– Nie wiem – westchnęła mama.

– Musi ci być przykro. Wszystko przygotowałaś, a jemu się nie podobało – dodał tata.

– Może zrobiliśmy te urodziny bardziej…dla siebie. Może on tego nie potrzebował? – zastanawiała się mama. – Cóż, przynajmniej teraz zapamięta, że ma teraz trzy latka. Zawsze mu się to myli.

Wieczorem tort wciąż jeszcze czekał na stole, choć rodzice pozdejmowali już balony.

– Chcę zdmuchnąć świeczkę – powiedział nagle Ksynek.

– Teraz? – zdziwiła się mama. – Trzeba było wcześniej, kiedy cię prosiliśmy…

– Właściwie, czemu nie? – powiedział tata, po czym zapalił świeczkę.

Ksynek dmuchnął. Płomień zmienił się w długą smużkę.

– Jeszcze raz! – zawołał.

Zdmuchiwanie bardzo mu się spodobało, ale tortu nie zamierzał tknąć. Zielone ciasto zajmowało honorowe miejsce w lodówce i każdego dnia stawało się coraz mniejsze i mniejsze. Kiedy zniknęło, Ksynek sobie o nim przypomniał.

– Gdzie tort? – spytał.

– Nie ma już tortu – powiedziała mama. – Zjedliśmy go z tatą.

– Ja chcę tort! – oznajmił Ksynek.

– Synku, kolejne urodzinki będą za rok.

– Kiedy za rok? – spytał.

– Za rok, czyli jeszcze bardzo dłuuugo.

Ksynek nie chciał tak długo czekać i miał na to sposób.

Na środku stolika w swoim pokoju położył odwrócony garnek, na nim samochodzik. Obok samochodziku ustawił pionowo klocek. Następnie wyrwał kilka kartek z zeszytu papierów kolorowych.

– Mama, powieś – oznajmił.

– Chcesz, żebym powiesiła kartki? – zdziwiła się. – Gdzie?

– Tu! – wskazał na lampę.

– No dobrze – powiedziała wolno.

Przedziurawiła pierwszą kartkę i przez dziurkę przeciągnęła wstążeczkę, a następnie przymocowała ją do lampy.

– O to ci chodziło? – spytała.

Ksynek przytaknął.

– Jeszcze – dodał i wręczył jej pozostałe kartki.

– Ale po co…? – nie rozumiała mama.

– Powieś – powiedział.

Kiedy mama wieszała kartki, położył wokół odwróconego garnka papierowe talerzyki i plastikowe sztućce, po czym zawołał:

– Niespodzianka!

– Niespodzianka? – uśmiechnęła się blado.

– Urodzinki mam! – oznajmił Ksynek.

– Miałeś…kilka dni temu.

Ksynek zamierzał udowodnić mamie, że się myli. Wskazał na odwrócony garnek.

– Tort – powiedział.

Następnie na klocek na jego szczycie:

– Świeczka.

Wreszcie wycelował paluszkiem w lampę, na której wisiały kolorowe kartki.

– Balony.

– Rzeczywiście! – przyznała mu rację mama. – To ile dziś masz latek?

– Trzy! – pokazał trzy paluszki.

– Tak! – ucieszyła się mama. – Wszystkiego najlepszego!

– Jeszcze „Happy birthday”! – poprosił.

Mama śpiewała, a Ksynek zaczął poruszać się w takt melodii. Potem nawet pozwolił zrobić wspólne zdjęcie. Bo bardzo przyjemnie jest mieć urodzinki – wtedy, kiedy się chce, a nie kiedy akurat wypadają.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i klocki

Ksynek i czekanie

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *