Figurka smoka z teatrzyku cieni, rysunek odręczny

Ksynek i teatrzyk cieni

Pewnego słonecznego dnia Ksynek zauważył na ścianie pokoju jakiś ciemny kształt. Przypominał kilka zawieszonych na lince szmatek, które lekko się kołysały.

Pobiegł w to miejsce, jednak okazało się, że nie ma tam nic poza ścianą. Mimo to kształt wciąż się ruszał.

– To cień, nie złapiesz go – uśmiechnęła się mama, po czym wskazała palcem okno:

– Na ścianie odbija się gałąź tego dużego drzewa.

Ksynek znał dobrze to drzewo. Miało grube gałęzie obsypane zielonymi listkami. I zupełnie nie przypominało tych kołyszących się na lince szmatek.

– O, zobacz, tu jest gałąź – mama dotknęła linki na ścianie i poprowadziła palcem linię wzdłuż niej. – Tu mniejsze gałązki, a na nich kępki liści.

Ksynek nie mógł uwierzyć w to, co mówi mama, jednak wieczorem znów zobaczył cień. Rzucały go krzesła w kuchni. Od razu pokazał go mamie.

– A wiesz, że ja i ty też rzucamy cienie? – spytała mama. – Zaraz coś ci pokażę.

Wyjęła z szuflady latarkę i – pstryk – trysnął z niej strumień białego światła. Ksynek aż zmrużył oczy.

– A teraz, uwaga! Gaszę światło!

W pokoju zrobiło się ciemno i Ksynek się przestraszył, ale mama szybko go przytuliła. I wtedy na ścianie zobaczył zajączka.

– Widzisz, wystawiam dwa palce, to są uszka. A pozostałe zwinęłam i to jest pyszczek – wyjaśniła mama.

Ksynek też wystawił dwa paluszki. Na ścianie pojawił się taki sam zajączek, tylko z krótszymi uszkami.

– A teraz stań kilka kroków przede mną – instruowała mama. – Oo, tak! Widzisz, to jest twój cień.

Ledwo poznał sam siebie. Cień na ścianie był ogromny. Ksynek podbiegł do mamy, żeby poczuć się raźniej.

– A teraz pomachaj rączką – zachęciła go mama.

Rzeczywiście cień mu też pomachał. Ksynkowi bardzo się ta zabawa z cieniem podobała. Odbicie na ścianie robiło dokładnie to, co on.

Tego wieczora długo nie mógł zasnąć. Zastanawiał się, co w tym czasie będzie robił jego cień.

– Jak zaśniesz, a potem się obudzisz, to zrobimy sobie jutro teatrzyk cieni – obiecała mama, gładząc go po włosach.

– Atrzyk cieni? – zdziwił się Ksynek. Słowo „cień” już znał, a „atrzyk” brzmiał ciekawie. Co to może być?

Zamknął oczy i zaczął sobie wyobrażać, jak taki atrzyk cieni mógłby wyglądać. Nawet nie zauważył, jak zasnął.

Następnego ranka mama weszła do pokoju Ksynka z założonymi z tyłu rękami.

– Mam dla ciebie niespodziankę. Z której ręki?

– Z tej! – zawołał Ksynek, wskazując na prawą rękę.

Zza pleców mamy powoli wyłoniły się wycięte z czarnego kartonu kształty, przytwierdzone do patyczków.

– Poznajesz? – spytała mama.

– Smok, księżniczka, zamek – wyliczał powoli Ksynek. Ledwo rozpoznawał znane z bajek postaci. Smok powinien być zielony, zamek czerwony, a księżniczka różowa. Dlaczego figurki były czarne?

– Świetnie! – pochwaliła go mama. – A w drugiej ręce też coś mam.

Ksynek bardzo się ucieszył na tę nową niespodziankę, jednak okazało się, że tam też kryły się czarne figurki.

– Rycerz, wróżka, las – powiedział.

Mama przytaknęła.

– I to będzie właśnie nasz teatrzyk cieni! – wyjaśniła.

Zasłoniła okna, do jednej ręki wzięła latarkę, a do drugiej – figurkę smoka.

– Za chwilę stanie się magia – powiedziała tajemniczo i skierowała światło latarki na ścianę.

Nagle na ścianie pojawił się smok. Ksynek podbiegł w to miejsce i dotknął łapy potwora.

– To cień – stwierdził.

Mama przytaknęła.

Ksynek myślał, że ten „atrzyk” to będzie coś nowego, a przecież już wiedział, co to cień.

– Pójdziemy na dwór? – spytał.

– Nie podoba ci się? – w głosie mamy zabrzmiał zawód.

Ksynek wzdrygnął ramionami. Figurki przeleżały kilka dni na dnie pudła z zabawkami. Aż nadszedł pewien deszczowy dzień. Ksynek od samego rana siedział w domu i wieczorem wydawało mu się, że wybawił się każdą zabawką.

Zrobiło się ciemno, a za oknem szumiał deszcz. Nagle na ścianie pojawił się smok.

– Zjem cię, zjem cię na drugie śniadanie! – zachrypiał groźnie.

Ksynek rozejrzał się wokół. To mama kierowała na ścianę strumień światła i potrząsała czarną figurką. Smok pędził po ścianie i wyciągał łapy w kierunku Ksynka.

Chłopiec rzucił się do ucieczki, a smok ruszył za nim. Gonił go wzdłuż ścian, a czasami wzbijał się aż pod sufit i stamtąd wypatrywał Ksynka.

– Zjem cię, zjem cię! – chrypiał.

– Na drugie śniadanie! – podpowiadał Ksynek, bo choć bał się smoka, to jednocześnie chciał się go bać.

W końcu schował się pod krzesłem. Przed jego oczami przesunął się cień. Smok próbował dostać się pod krzesło, ale nie potrafił. Był za duży.

– Wyjdź! – zachęciła go mama. – Smok się zmęczył. Poszedł spać.

Ksynek wyszedł ze swojej kryjówki dopiero, gdy zaciekawiły go inne postaci, które ukazały się na ścianie. Rycerz groźnie machał mieczem. Księżniczka poruszała się z gracją w swojej długiej sukience. Wróżka łopotała motylimi skrzydełkami, przefruwając z kanapy na regał. A czarownica ze swoim haczykowatym nosem wydawała się groźniejsza nawet od smoka.

– Opowiem ci bajeczkę – powiedziała mama. – Ja będę mówić, a ty wyciągaj odpowiednie figurki, dobrze?

Ksynek najbardziej lubił zabawy na własnych zasadach, ale ponieważ bardzo mu się „atrzyk” spodobał, wyjątkowo się zgodził.

– W pewnym zamku rządziła piękna księżniczka – zaczęła mama. – Pod jej rządami poddanym bardzo dobrze się wiodło. Lubili też słuchać, jak pięknie ich pani śpiewa.

Na ścianie pojawił się zamek, a obok niego księżniczka poruszała się jakby w takt muzyki.

– Aż do pewnego dnia – mama zawiesiła głos. – Wtedy to do królestwa przybyła zła czarownica!

Nad zamkiem na miotle krążyła teraz groźna wiedźma.

– Czarownica zamknęła księżniczkę w zamku – powiedziała mama i schowała figurkę czarownicy za zamkiem.

Ksynkowi zrobiło się smutno. Co stanie się z biedną księżniczką?

– Tylko nocą wychodziła na wieżę i pięknie śpiewała – opowiadała dalej mama. – Pewnego razu przechodził tamtędy rycerz. Robiło się późno, więc postanowił zdrzemnąć się pod drzewem w lesie, otaczającym zamek. Usłyszał piękną pieśń z wieży. Postanowił dowiedzieć się, kto tak śpiewa.

– Księżniczka – podpowiedział Ksynek.

– My to wiemy, ale rycerz nie – wyjaśniła mama. – Na szczęście on też się dowiedział, dzięki dobrej wróżce, która do niego przyfrunęła i o wszystkim opowiedziała. Poradziła mu też, że aby uwolnić księżniczkę, musi pokonać złą czarownicę.

– Jak? – spytał Ksynek.

Mama wzięła do ręki figurkę czarownicy, a Ksynkowi wręczyła rycerza.

Czarownica natarła na rycerza, a ten wycelował w nią miecz. Bili się zaciekle, raz rycerz był górą, to znów czarownica. W końcu rycerz uderzył mieczem miotłę, na której siedziała wiedźma. Wtedy ona wycofała się i uciekła.

– Hurra! Rycerz pokonał czarownicę! – zawołała mama.

– Hurra! – powtórzył Ksynek.

– Teraz rycerz mógł uwolnić królewnę i zamieszkać z nią w zamku – dokończyła mama.

– I? – spytał Ksynek.

– I…to koniec bajeczki!

– Nie! – jęknął chłopiec. – Jeszcze raz!

Mama musiała opowiadać bajeczkę jeszcze wiele razy. Po tylu bitwach z czarownicą rycerz miał przetrącony miecz i wyszczerbioną zbroję. Jego cień nie wyglądał teraz dobrze na ścianie.

– Wytniemy nowego rycerza – zdecydowała mama i rozłożyła na podłodze czarny brystol.

– Ja też! Ja też! – domagał się Ksynek.

– Ale, synku, ja wytnę to dokładnie. Ty jeszcze jesteś na to za malutki.

Za malutki? Ksynek uważał, że świetnie wycina. Odkąd nauczył się wkładać kciuk w jedno ucho nożyczek, a pozostałe palce w drugie, potrafił wyciąć naprawdę wszystko!

– Dobrze, to niech każdy wytnie swojego rycerza – zgodziła się niechętnie mama.

Mam wycięła rycerza, który przypominał poprzedniego, a Ksynek takiego, który przypominał wielkie jajo.

Mama osadziła swojego rycerza na patyczku.

– A mój? – zapytał Ksynek.

– Synku, może pobawimy się najpierw moim, a twojego zostawimy na później – zaproponowała mama.

– Chcę mojego! – krzyknął Ksynek.

Mama przykleiła więc kartonowe jajo do patyczka i rzuciła na figurkę światło latarki.

– Na pewno to jest rycerz? – chciała się upewnić.

– Tak! – odpowiedział zdecydowanie. – Zrobię jeszcze zamek i księżniczkę i smoka.

Zamek przypominał kwadrat, smok był prostokątem, a księżniczka trójkątem. Odtąd w atrzyku cieni swoje role odgrywały marinetki Ksynka. I wreszcie bawił się tak, jak najbardziej lubi – na własnych zasadach.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i czekanie

Ksynek i klocki

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

 

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *