Ksynek i przepraszam

– Przeproś! – powiedział tata.

Na podłodze leżały kawałki rozbitego klosza lampy. Ksynek podrzucał piłkę, trafił w stojącą w rogu lampę i…rozległ się huk. Bardzo się przestraszył, a tata, który wbiegł do pokoju, zamiast go pocieszyć, tylko zmarszczył groźnie brwi.

– Powiedz: prze-pra-…- nalegał.

Ksynek dobrze wiedział, że trzeba było dopowiedzieć „szam”, ale po co miałby mówić akurat to, co tata w tej chwili chciał usłyszeć? Do tego tata w takich chwilach celował w niego palec. Tak, jakby Ksynek miał się przyznać, że zrobił coś złego. A przecież nie chciał. Wzdrygnął więc ramionami.

– Samo się zbiło – powiedział.

– O, nie! – pokręcił głową tata. –  Kto to zbił, no kto?

– To nie ja.

– A kto? Może ja?

– Inny chłopczyk – wymyślił Ksynek, bo nie miał pojęcia, kto to mógł zrobić.

– Nie ma tu żadnego innego chłopczyka – rozwiał jego nadzieje tata. – A lampę zbiłeś ty! – wycelował w niego palec.

Teraz to już Ksynek był pewien, że nie powie żadnego „przepraszam”.

– Co tu się dzieje? – spytała mama, która wyszła z gabinetu. – Pracuję, mieliście mi nie przeszkadzać.

Tata splótł ręce na piersiach

– Zapytaj Ksynka – powiedział, kierując wzrok na kawałki rozbitej lampy.

Mama spojrzała na odłamki szkła, potem na Ksynka i uśmiechnęła się pobłażliwie.

– Nigdy jej nie lubiłam. Tylko zawadzała i jakoś nie pasowała do reszty mebli.

– Jak to zawadzała? – spytał tata z zawodem w głosie.

– Tak to. Kiedy ostatnio ją zapaliłeś? Dostaliśmy ją w prezencie i tylko dlatego tu stała.

– Jak chcesz go nauczyć zasad? Przecież nie można grać w piłkę w pokoju! – oburzył się tata.

– Grać w piłkę nie wolno! – mama pogroziła palcem i po chwili się rozchmurzyła. – Ale lampy nie będę żałować. Posprzątamy razem, Ksynku?

Chłopiec bardzo się ucieszył, bo lubił zamiatać. Poza tym poczuł, że będzie mógł w ten sposób naprawić to, co się stało.

– Jak się coś zbije, to trzeba posprzątać – potwierdziła mama, zbierając odłamki szczotką na szufelkę. Pozwoliła Ksynkowi wyrzucić je do kosza. Chłopcu tak spodobało się sprzątanie, że jeszcze na wszelki wypadek wytarł podłogę szmatką.

Tata przyglądał się temu ze zmarszczonymi brwiami.

– Pięknie! – pochwaliła Ksynka mama i pocałowała go w czubek głowy. – W takim razie ja wracam do pracy. A ty bawisz się z tatą.

To już się Ksynkowi nie podobało. Chciał teraz pobyć z mamą. Tak im się miło sprzątało, a czuł, że tata wciąż był na niego trochę zły.

Chwilę potem, jak mama zamknęła drzwi do gabinetu, otworzył je. Patrzył, jak szybko uderza palcami w klawiaturę.

– Mamo…

– Co, synku? – spytała.

– Pobawimy się?

– Pracuję. Nie teraz – powiedziała stanowczo i jej wzrok przylgnął do ekranu.

– Teraz! – domagał się Ksynek.

– Dziś pobaw się z tatą, a ze mną jutro.

– Nie jutro! – Ksynek pociągnął mamę mocno za rękę.

Zwykle w takich sytuacjach wstawała z krzesła, tym razem jednak pokręciła głową.

– Jutro. Dziś muszę skończyć artykuł.

– Nie artykuł! – jęknął Ksynek.

Mama go przytuliła.

– Synku, nie mam w tej chwili czasu. Ale kocham cię tak samo jak zawsze.

Lubił kiedy mama mówiła „kocham”, więc pozwolił jej się wyprowadzić za rękę z pokoju. Po chwili jednak stwierdził, że jednak chce jednak z nią pobyć, więc znów wbiegł do gabinetu.

– Już? – spytał.

Mama pokręciła głową.

– Już?! – dodał po chwili.

Mama wzięła głęboki oddech i utkwiła wzrok w ekranie.

– Już?!!

Odpowiedział mu tylko dźwięk klawiatury. Ksynek nie znosił, gdy ktoś mu nie odpowiadał.

– Chodź! – pociągnął ją mocno za rękę, tak że zachwiała się na krześle.

– Synku! – powiedziała podniesionym głosem mama. – Teraz pracuję. Tak trudno to zrozumieć?! Nie przeszkadzaj mi!

Wzięła go za rękę i zdecydowanym gestem wyprowadziła z pokoju.

Ksynkowi zrobiło się przykro. Teraz już i tata, i mama byli na niego źli. I on też poczuł, że jest zły. Kopnął piłkę tak, że uderzyła o ścianę. I jeszcze raz. Tym razem mocniej.

– Mówiłem ci, żeby nie bawić się piłką w pokoju! – krzyknął tata.

Ksynek kopnął piłkę z całej siły.

– Słyszysz, co do ciebie mówię?! – zawołał tata.

Do pokoju wbiegła mama.

– Nie krzycz na niego! – powiedziała.

– A ty co przed chwilą zrobiłaś? – spytał tata.

Westchnęła.

– Wstyd mi – szepnęła, po czym przykucnęła obok Ksynka.

Chciał znów kopnąć piłkę, ale mama położyła na niej rękę. Spojrzała na niego tak, jakby bardzo chciała, żeby ją wysłuchał. Potem objęła go mocno i szepnęła mu do ucha coś, czego się nie spodziewał:

– Przepraszam.

Słowo, którego dotąd nie znosił, zabrzmiało tak…miło. Przypominało maść, którą mama smarowała mu kolanko, kiedy się zadrapał.  Dzięki maści wszystko przestawało boleć i było już dobrze.

– Przepraszasz? – zdziwił się tata – Przecież to on kopie piłką w ścianę!

– Ale ja też nie zachowałam się najlepiej. Czułam, że powinnam przeprosić – mama pocałowała Ksynka w czubek głowy.

– Pierwszy raz słyszę, żeby dorośli przepraszali dzieci… – pokręcił głową tata.

– A mi od razu zrobiło mi się lżej – powiedziała mama.

Ksynkowi też zrobiło się lżej. Poczuł, że dzięki „przepraszam” wszystko jest dobrze i że on jest dobry. A potem mama zapytała niespodziewanie:

– Chcesz, żebym się z tobą teraz bawiła?

– Przecież masz artykuł do skończenia – przypomniał jej tata.

– Ale troszkę przecież mogę się pobawić. Tylko troszkę – mama wyraźnie podkreśliła ostatnie słowo.

Ksynek kiwnał głową. Zrozumiał, co to znaczy troszkę. To tak, jak kiedy odgryzie się kawałeczek ciasteczka.

Mama kopnęła piłkę w jego kierunku, a on uderzył stopą w sam środek piłki tak, że znów trafiła do mamy.

– Brawo! – zawołał tata i dołączył do zabawy.

Podawali sobie piłkę coraz szybciej i głośno się przy tym śmiali. Tata chyba zapomniał o lampie i nie był już na Ksynka zły.

Kiedy mama po raz kolejny podała chłopcu piłkę, zatrzymał ją czubkiem stopy i wziął ją do ręki. Potem wręczył piłkę mamie i otworzył szeroko ramiona tak, jakby chciał ją uścisnąć.

Mama trochę się zdziwiła, ale kucnęła obok Ksynka i przytuliła go mocno.

– Już idź! – powiedział.

– Co takiego? – spytała.

– Już idź do pokoju – powtórzył pewnym tonem.

– Ach, tak! – mama zrozumiała. – Masz rację. Zawsze powinnam się z tobą żegnać, kiedy idę do pokoju, a ty zostajesz z tatą – powiedziała, po czym pomachała mu na pożegnanie i wyszła.

– To co, może czas na kąpiel? – zaproponował tata.

– Taaak! – ucieszył się Ksynek.

Tata napuścił wody do wanienki. Szum wody uspokajał i odprężał. Tata usadowił go w wannie, a potem sięgnął na półkę po jedną z czekających na niej w rzędzie gumowych kaczuszek.

– Uwaga, kaczka nurkuje! Gulp, gulp! – powiedział wesoło, zanurzając kaczkę w wodzie.

Nagle z gabinetu dobiegł łoskot.

– Dlaczego wciskasz te wszystkie swoje tuby z projektami na górną półkę? Tyle razy ci mówiłam, żebyś tego nie robił! – krzyknęła mama.

– Stało się coś? – zawołał tata zza drzwi łazienki.

– Nie, ale mogło. Pospadały mi tylko na głowę.

– Eee, to nic takiego – powiedział tata.

– Nic takiego?! Mógłbyś chociaż przeprosić!

Ksynek spojrzał z zaciekawieniem na tatę. Schylił głowę i widać było, że było mu przykro, ale nic nie powiedział.

Chłopczyk sięgnął po drugą kaczkę i zanurzył ją w wodzie.

– Gulp, gulp! – powiedział.

– Ty mój gulp, gulp – szepnął tata i połaskotał go w brzuszek mokrym palcem.

Ksynek odchylił się i chlapnął tacie wodą prosto w oczy. Tata się skrzywił i zaczął przecierać oczy.

– Ej, to szczypie! – zawołał.

– Przepraszam – powiedział Ksynek.

Tata przetarł oczy.

– Co ty powiedziałeś? – spytał miękko.

– Przepraszam! – powiedział pewniej Ksynek.

Tatę już chyba nie szczypały oczy. Bo słowo „przepraszam” miało taką moc, że kiedy się je usłyszało, natychmiast zapominało się o tym, co nieprzyjemne.

A kiedy po kąpieli tata otulił go kocem i zaczął masować mu stópki, do sypialni weszła mama.

Tata spojrzał na nią niepewnie.

– Już zapomniałam o tych tubach – powiedziała.

Rodzice uśmiechnęli się do siebie.

– A co to jest to? – spytał Ksynek, wskazują paluszkiem na drzwi gabinetu.

Widniała na nich kartka, a na niej jakieś znaki.

– Tu jest napisane „Praca” – wyjaśniła mama. – Kiedy kartka wisi, to znaczy, że nie można mi przeszkadzać.

Tego wieczora, gdy Ksynek przechodził obok gabinetu, przypominał tacie:

– Tu jest napisane „Praca”.

Kartka oznaczał, że nie można wchodzić do mamy. A gdyby jednak przez pomyłkę wszedł, a mama byłaby zajęta, wiedziałby co powiedzieć. Przepraszam.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i czekanie

Ksynek i klocki

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *