Ksynek i prezenty

Ksynek bardzo lubił prezenty, a jednocześnie trochę się ich bał. Dorośli, którzy mu je wręczali, zawsze czegoś od niego oczekiwali.

– Podoba ci się?

– No, pobaw się, pobaw!

– A teraz powiedz „dziękuję”!

Wiedzieli, co powinno się robić z prezentami i oczekiwali od Ksynka tego samego. A on musiał się na początku oswoić z nową rzeczą. Zwłaszcza, że niektóre prezenty były bardzo dziwne…

Na przykład samochodzik, którego nie można było zwyczajnie puścić przed siebie, tylko trzeba było używać do tego przycisków.

– To pilot – wyjaśnił tata, wręczając Ksynkowi czarną skrzynkę z antenką.

Chłopiec uważnie mu się przyjrzał.

– Naciśnij tutaj – podpowiedział tata.

Światełko wesoło zamigotało.

– Gdzie baterie? – zaciekawił się Ksynek. Bardzo lubił wyjmować i wkładać baterie. A szczególnie podobało mu się, kiedy tata otwierał skrytkę śrubokrętem.

– Bateriami się nie przejmuj. Są w środku – powiedział zniecierpliwionym tonem tata. – Może ja ci pokażę, jak się tym bawić?

Wyrwał Ksynkowi pilot z rąk i położył kciuki na obu stronach pilota.

Bruuum! Samochód ruszył z miejsca. Ksynek aż wzdrygnął się z przerażenia. Auto pędziło po dywanie, a tata przechylał się to w prawo, to w lewo.

– Kaskaderski samochód – powiedział z zadowoleniem. – Popatrz, jak płynnie jeździ, jak szybko robi zakręty.

Auto właśnie zakręcało, ale uderzyło o fotel i obróciło się do góry nogami.

– No co jest? – zdenerwował się tata.

Zaczął manipulować pilotem i samochodzik znów ruszył. Prosto na Ksynka! Na szczęście zdążył przez niego przeskoczyć.

– Przez samochodzik się nie skacze, tylko nim steruje! – wyjaśnił tata. Jednak zabawa tak mu się spodobała, że nie oddawał pilota Ksynkowi. I dobrze. Co to za autko, które pędzi wprost na właściciela?

Samochodzik przeleżał długie dnie w pudle z klockami, a zapomniany pilot kurzył się za fotelem. Pewnego dnia Ksynek odkrył, że z dużych kół samochodziku można zdjąć gumowe opony. Wrzucił je do wiaderka i odtąd brał je ze sobą do piaskownicy, żeby napełniać je piaskiem.

W innym prezencie, który dostał pod choinkę, podobało mu się najbardziej pudełko – z grubego kartonu z foliowym okienkiem. Jednak to, co zobaczył za okienkiem, najpierw go zdziwiło, a potem przeraziło.

– Podoba ci się robot? – spytała mama.

Nigdy nie widział robota, ale zdecydowanie mu się nie podobał. Cały był zamaskowany i miał wielkie czerwone oczy po bokach twarzy. Kiedy mama nacisnęła przycisk na plecach, te oczy zaświeciły się na czerwono! Robot obrócił się w kierunku Ksynka, wycelował w niego wyprostowaną rękę i zaczął strzelać pociskami.

Ksynek kucnął i zatkał uszy.

– Boisz się? – spytała rozbawiona mama.

– Boję się robota – potwierdził zupełnie poważnie Ksynek.

Mama odłożyła robota w kąt, ale to nie pomagało. Nic nie dało nawet to, że ze skrytki na plecach wyjęła baterie i obiecała, że robot już więcej nie będzie strzelał. Te jego czerwone oczy wciąż straszyły Ksynka. W końcu chłopiec zdecydował, że najlepiej będzie go schować w kuchennej szafce.

– A przecież to zabawka dla dzieci w jego wieku – pokręcił głową tata, wpatrując się w zdjęcie uśmiechniętego chłopczyka na opakowaniu robota. – Gdyby się choć przez chwilę pobawił się czymś w spokoju, nie musielibyśmy ciągle na niego uważać, a tak, popatrz!

Ksynek sięgnął po ręcznik papierowy i zaczął go rozwijać.

– To nie służy do zabawy! – powiedziała zdecydowanie mama i odłożyła ręcznik na wyższą półkę.

Czy istnieje lepsza zabawka niż ręcznik papierowy, który można rozwijać w nieskończoność? Albo rolka papieru przytknięta do oka? Albo szufelka, na którą można zebrać śmieci i długo się im przyglądać? Albo miska, do której wystarczy wpuścić kolka kropel mydła, by przebijać paluszkiem bąbelki piany?

– Chyba przestaniemy mu kupować zabawki – stwierdził tata. – Ma ich tyle, a wcale się nimi nie bawi.

–  Może nie powinniśmy wybierać za niego? – zastanawiała się mama. – Spytam go, co by chciał dostać.

– Spytasz go? Przecież ma dopiero trzy latka.

Pomysł ten bardzo spodobał się Ksynkowi. Mama usiadła obok niego na fotelu i podsunęła mu ekran telefonu, po którym wolniutko przesuwała palec.

Czego tam nie było! Żółty samochodzik. Zielony samochodzik. Duża żyrafa. Mała żyrafa. Klocki w kubełku. Klocki w pudełku.

– To można kupić. I to. I to też można – wymieniał Ksynek.

– Wybierz jedną rzecz – przypomniała mama.

Wskazał palcem na ekran. Mama podniosła na niego zdziwiony wzrok:

– Na pewno?

Ksynek przytaknął.

– Rzeczywiście, lubisz zamiatać…- powiedziała.

Na ekranie widniał wózek, zupełnie taki, jaki miała pani sprzątająca klatkę schodową. Wewnątrz znajdowały się miotła, mop, po bokach szufelka i szczotka, a z przodu – odkurzacz.

Mama kilka razy postukała w ekran, po czym oznajmiła:

– Kupiłam!

– I gdzie ten prezent? – spytał Ksynek, rozglądając się po pokoju.

– Trzeba poczekać, aż przyjedzie pan kurier.

– Już? – spytał Ksynek.

Bardzo lubił, kiedy do domu przychodził kurier. Przynosił paczki, które uwielbiał rozpakowywać.

– Jeszcze dłuuugo –  rozczarowała go mama. – Musisz się wyspać, obudzić, potem znów wyspać i obudzić i wtedy przyjdzie twój prezent.

Choć Ksynkowi wydawało się, że nigdy się nie doczeka, wózek do sprzątania w końcu dotarł. Ksynek wypróbował miotłę, szufelkę i odkurzacz, a na koniec zostało mu to, co najwspanialsze. Mop. Mama wlała wodę do wiaderka, Ksynek namoczył mop i zmywał, zmywał, zmywał.

Kiedy tata wrócił z pracy, o mało się nie pośliznął.

– Chcecie mnie zabić? – spytał.

– To Ksynek wymył podłogę swoim nowym mopem – powiedziała z dumą mama.

– Tak to jest, jak dziecko samo sobie wybiera zabawki – westchnął tata.

– Ale zauważ: nareszcie się nią bawi! I w dodatku sam.

Zestaw do sprzątania tak się Ksynkowi podobał, że chciał wziąć go ze sobą do łóżeczka, ale mama się nie zgodziła. Powiedziała, że byłoby mu niewygodnie spać. Jednak obiecała, że wózek będzie leżał całą noc obok łóżka.

Następnego dnia rano Ksynek wymył podłogę w korytarzu, potem zamiótł okruszki i odkurzył kącik w swoim pokoju. A potem zajął się czymś innym. Próbował włożyć figurkę z klocków Lego do małego autka z odkrytym dachem.

– Nie sprzątasz już? – zdziwiła się mama.

Ile można sprzątać!

– Może zbierzesz te drobiazgi na szufelkę i je wyrzucisz? – spytała, wskazując na rozrzucone wokół Ksynka szmatki, strzępki papieru i figurki z czekoladowych jajek.

– Nie! – zaprotestował Ksynek.

Udało mu się właśnie wcisnąć figurkę na siedzenie autka i popchnął je przed siebie. Figurka zachwiała się i wypadła, a Ksynek wybuchł płaczem.

– Ksynku, to tutaj po prostu nie pasuje – powiedziała mama.

– Pasuje! – upierał się.

Gdy mama wcisnęła figurkę na siedzenie, a Ksynek znów popchnął samochodzik, zadzwonił telefon. Babcia.

– I co, bawi się swoim nowym mopem? – spytała.

– Gdzie tam! – westchnęła mama. – Już mu się znudził. Chyba to jednak nie jest najlepszy pomysł, żeby kupić dziecku to, co samo wybiera. Lepiej je obserwować…

W tym momencie Ksynek znów wybuchł płaczem.

– Co tam się dzieje? – spytała zaniepokojona babcia.

– Figurka wypadła z samochodziku. Jak zwykle używa zabawek po swojemu.

– Podaj mi go do telefonu – powiedziała zdecydowanie babcia.

Mama przysunęła chłopcu telefon do ucha.

– Co się stało, Ksynku? – spytała babcia z troską w głosie.

– Tata nie może przyjechać do domu – wychlipał Ksynek.

– Co ty mówisz? – zdziała się babcia. – Jaki tata? Przecież niedawno wyjechał do pracy.

– Aaa, już rozumiem! – domyśliła mama. – Figurka to tata, autko to jego samochód. I on wraca do domu, tak?

– Taak – jęknął Ksynek.

– Samochód musi jechać trochę wolniej, wtedy może figurka nie wypadnie – doradziła mama.

– Czyli tata wraca do domu? – ciągnęła rozmowę babcia.

– Tak – chłopiec pociągnął nosem.

– A kto jest w domu? – dopytywała babcia.

– Ksynek z mamą – chłopiec położył wziął teraz do ręki figurkę z czekoladowego jajka, przedstawiającą dużego ptaka, obejmującego skrzydłami malutkiego.

– I co jeszcze jest w tym domku? – spytała babcia.

– Tu mają łóżeczko – wskazał na szmatkę, a potem na klocek. – A tu jest kanapa.

Jego głos był teraz ożywiony.

– I co mama z Ksynkiem robią na w domku? – spytała babcia.

– Czytają książkę – wyjaśnił, po czym usadowił ptaszki na kanapie. Kiedy włożył większemu do dzióbka strzępek kartki, mama przejęła telefon.

– Mam pomysł na zabawkę, która go zajmie – powiedziała zadowolona.

– Jemu chyba raczej chodzi o uwagę, nie o zabawkę – zasugerowała babcia.

Jednak po kilku dniach do drzwi znów zadzwonił kurier. Tym razem przyniósł olbrzymie pudło.

Ksynek chyba nigdy jeszcze nie dostał tak wielkiego prezentu! To był najprawdziwszy domek, prawie tak wysoki jak on! Drzwi się otwierały. Okna też. Na poddasze wchodziło się po schodach, a stamtąd na taras, osłonięty daszkiem.

– A gdzie „dziękuję”? – spytał tata.

Ksynek był tak oszołomiony, że musiał się najpierw wszystkiemu dokładnie przyjrzeć. Wziął do ręki każdy mebelek. Fotel z salonu, wannę z łazienki, łóżko z poddasza…

– Tu z boku jest winda – powiedziała mama.

Przekręciła kołeczek, by wciągnąć windę w górę.

– A tu dzwonek – tata przycisnął przytwierdzoną do drzwi skrzynkę, który wydała dźwięk: ding-dong.

– Musimy jeszcze napisać imię właściciela – oznajmiła mama i nakleiła nad dzwonkiem tabliczkę z napisem „Ksynek”.

– Dziękuję! – powiedział chłopiec.

Mama przytuliła go i pocałowała w czubek głowy.

– Takie właśnie szczere „dziękuję” jest najpiękniejsze – powiedziała.

Ksynek zaczął ustawiać mebelki w pokojach i całkowicie go to pochłonęło.

– Pierwsza zabawka, którą sam się bawi! – powiedział wesoło tata i zniknął wraz z mamą w gabinecie.

Po chwili mama zajrzała do pokoju.

– A co to jest? – spytała zdziwiona.

Mebelki leżały na podłodze, a parter i pierwsze piętro domku zajmowały porozrzucane bezładnie klocki. Tylko poddasze było puste.

– Ksynku, nie podobały ci się te mebelki?

Uklękła obok chłopca i przez chwilę przyglądała się porozrzucanym zabawkom.

– I kto je teraz wniesie do domu?

– Kurier! – odpowiedział Ksynek.

Mama się roześmiała, a po chwili zamyśliła.

– Wiesz co, mam pomysł. Pobawimy się w kuriera! – zaproponowała.

Ksynek spojrzał z zaciekawieniem.

– Ty będziesz kurierem. A ja ci otworzę drzwi.

Wręczyła Ksynkowi figurkę ludzika Lego, a sama wydobyła ze sterty zabawek ptaszka z czekoladowego jajka. Ustawiła swoją figurkę za drzwiami domku.

– Teraz zadzwoń! – powiedziała.

Ksynek nacisnął dzwonek. Ding-dong!

W drzwiach ukazał się ptaszek.

– Dzień dobry! – powiedział głosem mamy.

Ksynek się uśmiechnął. Brzmiało to tak, jakby figurka przemówiła.

– Co pan przywiózł?

– Łóżko i krzesełko – powiedział Ksynek.

– O, to musimy wwieźć je windą aż na poddasze!

Ksynkowi bardzo spodobała się ta zabawa. Mógłby bez końca naciskać dzwonek i czekać, aż mama otworzy drzwi z tym samym wesołym „Dzień dobry”.

W końcu jednak nie było już czego wwozić na górę, bo wszystkie meble znalazły się na poddaszu.

– Może je porozkładamy w pokojach, a te klocki usuniemy?

– Nie! – zaprotestował Ksynek. – Muszą być.

– Hmmm…to w takim razie może urządzimy ogródek? – zaproponowała mama.

– Ogródek? – chłopiec spojrzał na nią z błyskiem w oku.

– Taki ładny domek powinien mieć ogródek. Nie sądzisz? – mama wzięła do ręki kilka klocków leżących na parterze i położyła je w rządku przy jednej ze ścian domku.

– To będzie płot – powiedziała.

Ksynek położył klocek drzwiach.

– Dołóż tutaj, do płotu – doradziła mama.

– Nie, to kwiatek – wyjaśnił.

Mama się uśmiechnęła.

– Masz rację. Wygląda zupełnie jak kwiatek.

Następnie ułożyła kilka małych klocków jeden na drugim, a na ich szczycie położyła jeden większy, poziomy.

– A to drzewko. Może być?

Ksynek spojrzał krytycznie na drzewko i dołożył jeszcze jeden mały klocek u góry.

– Drzewko – potwierdził.

Do pokoju wszedł tata i obrzucił wzorkiem powstający ogródek.

– Widzę, że Ksynek jednak nie bawi się sam swoim domkiem? – spytał.

– Może nie potrzebował zabawek, tylko uwagi? – odpowiedziała pytaniem mama. – Może miłość to właśnie uwaga?

Ksynek nie miał pojęcia. Wiedział jednak, że ta uwaga bardzo mu się podoba.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i klocki

Ksynek i czekanie

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *