Ksynek i podział obowiązków

Mamę obudziły dźwięki dochodzące z pokoju Ksynka. No tak, pobudka. Za dziesięć piąta.

– Może Ksynek jeszcze pośpi? – szepnęła, zerkając na męża. Ani drgnął. Ten to ma dobrze. Wstaje do pracy dopiero na siódmą.

Choć powieki jej się kleiły, powlokła się do pokoju Ksynka. Wstawał zawsze o tej samej porze, nie potrzebował budzika. Gdyby mama chodziła wcześniej spać, być może łatwiej by jej było zrywać się o świcie. Ale ona jak zawsze do późna czytała.

Mały urwis już podskakiwał na materacu, a jego uśmiechnięta pucołowata twarzyczka natychmiast poprawiła mamie humor. Ksynek bardzo lubił poranki, podczas których do woli tarzał się na kanapie. Tak zaczynał się wesoły dzień, który prawie w całości spędzał z mamą, a wieczorem mógł pobyć z tatą, po jego powrocie z pracy.

Bo zawsze było tak, że zajmowała się nim albo mama, albo tata. Kiedy tata wracał z pracy, rodzice rozmawiali dosłownie przez chwilę, po czym mama znikała za drzwiami pokoju, zza których dobiegał dźwięk klawiatury.

Ksynek intensywnie wykorzystywał każdą chwilę z tatą. Byli do siebie podobni. Podobnie jak Ksynek, tata miał okrągły brzuszek, pucołowatą twarz i figlarne spojrzenie. Ale miał też gęstą brodę i bardzo silne ręce, na których podrzucał Ksynka pod sufit. Z tatą można też było robić rzeczy, których mama nie lubiła. Na przykład grać w piłkę w salonie albo ganiać się bez końca po korytarzu. Po tych szaleństwach tata napuszczał ciepłej wody do wanny, a gdy chłopiec do niej wskakiwał, urządzali sobie wyścigi maleńkich żaglówek, które dryfowały wśród piany. Wykąpanego Ksyna brała na ręce mama i kładła do łóżeczka. Wystarczyło, że zaśpiewała dwie zwrotki kołysanki, by chłopiec, zmęczony całym dniem, usnął.

Niby wszystko było jasne: mama-tata-mama. Ale czemu Ksynek nie mógł mieć mamy i taty równocześnie? Czasem, kiedy grał w piłkę z tatą, próbował wciągnąć do zabawy też i mamę. Jednak ona siedziała skupiona przed laptopem i surowo unosiła brwi, kiedy próbował jej przerwać. Jakby nie była tą samą osobą, która za chwilę położy go do łóżka i pogładzi po plecach przed zaśnięciem.

Tata mówił wtedy:

– Mama pisze. Nie przeszkadzajmy jej.

Ksynek się do tego przyzwyczaił, choć nie rozumiał, dlaczego mama musiała znikać, gdy pojawiał się tata, a tata ulatniał się, gdy przychodziła mama. Chciałby na przykład wiedzieć, czy mama ucieszy się, kiedy jego żaglówka dotrze do mety przed żaglówką taty. Albo czy tata też pocałowałby go w nosek, zanim pójdzie spać. Słowem, żeby częściej przebywali we trójkę.

Dlaczego nie mogło tak być? Pewnego dnia zrozumiał. Chodziło o podział obowiązków.

– Świetnie się nam sprawdza ten podział obowiązków – powiedział tata do babci. – Kiedy ja zajmuję się małym, Kinga może odpocząć. Choć ona i tak w tym czasie nie odpoczywa, tylko pisze.

– E, nowe porządki – stwierdziła babcia. – My to wszystko robiliśmy razem.

– Teraz są inne czasy. Poza tym wiesz, jak ona potrzebuje pisania…

Chłopiec pomyślał, że skoro nie może mieć obojga rodziców razem, to chce mieć przynajmniej wpływ na to, kiedy zaczyna się nim opiekować mama, a kończy tata. Na przykład przy tacie Ksynek mógł chlapać się wodą, a mama pozwalała mu w kółko słuchać jego ulubionej piosenki o kaczuszkach. Kiedy po kąpieli wkraczała mama, chlapanie się kończyło, a kiedy tata zajmował się Ksynkiem, wyłączał odtwarzacz, bo piosenka go nudziła.

Pewnego dnia, kiedy po kąpieli chciał jeszcze chwilę dłużej się chlapać, a weszła do łazienki, żeby oznajmić, że czas już spać, odepchnął ją zdecydowanie.

– Mama, nie! – powiedział.

Nie znał jeszcze zbyt wielu słów, ale chciał w ten sposób powiedzieć, że zamierza jeszcze trochę pobyć się z tatą.

Rodzice spojrzeli na niego zdziwieni.

– Mama, nie! – powtórzył Ksynek.

Mama zrobiła smutną minę, co trochę dziwiło Ksynka. Za to tata się rozpromieniał. I to też go zdziwiło.

– Mama nie? Co ty mówisz? – spytała z niedowierzaniem mama.

Ksynek na potwierdzenie swoich słów znów lekko ją odepchnął.

– Widzisz? Chce być ze mną, bo na więcej mu pozwalam! – powiedział wesoło tata.

W oczach mamy zabłysły dwie błyskawice.

– To było wstrętne! – powiedziała i odwróciła głowę. Tata zrobił zmartwioną minę i dotknął jej ramienia.

– Ale ja nie chciałem…To nie tak! – próbował ją udobruchać.

Mama się odsunęła i powiedziała, patrząc mu prosto w oczy:

– Chciałeś. Uważasz, że Ksynek lepiej się bawi, kiedy jest z tobą. Już dawno to zauważyłam – mówiąc to, wyszła z łazienki.

Ksynek stracił ochotę na chlapanie. Tata wytrał go ręcznikiem i przebrał, a następnie opadł ciężko na fotel w dużym pokoju. Ksynek wdrapał się na stojącego w kącie konika na biegunach i zaczął się bujać, mrucząc sobie pod nosem melodię kołysanki.

Z kuchni dobiegł dźwięk wody bulgoczącej w czajniku. Po chwili w drzwiach dużego pokoju stanęła mama z kubkiem herbaty w dłoni.

– Co u was tak cicho? – spytała – Podobno tak się świetnie razem bawicie. Na co czekacie?

– Na ciebie – odpowiedział smutno tata.

Mama westchnęła i usiadła obok. Ksynek wreszcie miał wszystkich razem. Ale nie było tak fajnie, jak się tego spodziewał. W ogóle nie było fajnie.

Teraz zrozumiał, że choć rodzice na co dzień się mijali, to jednak byli blisko siebie. W ciągu dnia mama często zerkała na zegarek i mówiła, że tata wkrótce wróci. A kiedy Ksynek długo siedział w wannie, tata przypominał, że pora kończyć kąpiel, bo mama pewnie już za nim tęskni.

Teraz z kolei siedzieli obok siebie, ale nawet na siebie nie patrzyli. To znaczy tata wpatrywał się w dywan, a mama utkwiła wzrok w ścianie.

– Jeśli uważasz, że powinnam cię przeprosić, to…- zaczęła mama.

– Nie, je wcale…

– Jestem z Ksynkiem cały dzień, a ty dwie godziny. I twierdzisz, że on lubi cię bardziej, tak?

Ksynek, bujając się na koniku, zaczął energicznie kręcić głową, ale rodzice, zajęci sobą, nie zwrócili na niego uwagi. On nigdy się nie zastanawiał, kogo lubił bardziej. Tata to tata, a mama to mama.

– Pewnie, że nie – powiedział tata.

– A więc co? Tylko mi nie mów, że jesteś lepszym rodzicem.

Tego już było za wiele. Lepszym rodzicem? Ksynek nigdy by na to nie wpadł.

– Nie, to też nie.

– A więc słucham? – mama poprawiła okulary na nosie i spojrzała surowo na tatę.

– Dobrze, przyznam, że się ucieszyłem. Jestem z nim tylko tę chwilę po pracy. To miłe, że się do mnie przywiązał. Ale to wszystko. Ja…nie chciałem.

Twarz mamy lekko się rozpogodziła, ale kiedy kładła Ksynka spać, wciąż była zamyślona i jakaś nieswoja. Chłopiec czuł, że coś jest nie tak. I miał rację.

Następnego dnia o świcie, kiedy Ksynek zawołał mamę, w pokoju zjawił się…tata.

– Mama? – spytał Ksynek.

– Jeszcze śpi – wyjaśnił tata. – Długo w nocy nie mogła zasnąć.

Ten poranek był inny. Ksynek poskakał sobie z fotela i pograł w piłkę. Choć bardzo lubił to robić, jednak brakowało mu porannego tarzania się na kanapie z mamą. Poza tym mama wiedziała, jak gęstą przygotować mu kaszkę, a ta przyrządzona przez tatę jakoś mu nie smakowała.

Zjadł mniej niż zwykle, a potem podbiegł do drzwi sypiali. Były zamknięte, a za nimi panowała ciemność.

– Ciii! Mama jeszcze śpi – powiedział tata.

Jednak Ksynek nie zamierzał się poddać. Uderzał piąstką w szybę. Cisza. Czy mama na pewno tam była?

– Synku, mówiłem, że mama śpi…

– Tata, nie! – Ksynek zdecydowanie go odepchnął. Tata zrobił zdziwioną minę, a potem zaczął masować czoło, jakby się nad czymś zastanawiał.

– Co się tam dzieje? Wchodźcie! – zza drzwi zabrzmiał zmęczony głos mamy.

Ksynek wpadł do pokoju, podskakując jak piłeczka.

– Mama! Mama! – wykrzykiwał. Już zaczął się martwić, co się z nią stało i bardzo się ucieszył, że ją zobaczył.

Ksynek zrzucił z mamy kołdrę, a potem sam wgramolił się na łóżko. Mama objęła jego twarz dłońmi i pocałowała go w nosek.

– Ja ciebie też – szepnęła.

Po chwili łóżko głośno stęknęło. To tata położył się obok.

Ksynek zajął miejsce w środku, między rodzicami. Jak przyjemnie było razem! Mama gładziła go po plecach, a tata łaskotał pod brodą..

– Wiesz, co sobie uświadomiłam? – powiedziała mama. – Przez całą ciążę marzyłam, żebyśmy byli we trójkę. A teraz dopiero zrozumiałam, jakie to fajne.

– Może pójdziemy dziś razem na spacer, kiedy wrócę z pracy? – zapytał niepewnie tata.

– Wy pójdźcie, a ja w tym czasie coś napi…-zaczęła mama, po czym przerwała. – No dobra!

Ksynek cały dzień cieszył się na ten wspólny spacer. I trochę się obawiał, że mama się rozmyśli. Ale kiedy włożyła szalik i czapkę był już pewien, że spełni obietnicę.

Tata wziął go za rękę z jednej, a mama z drugiej strony. Choć Ksynek nie przepadał za tym, żeby go trzymać za ręce, bo wolał pędzić przed siebie, dziś wyjątkowo pozwolił na to rodzicom. Poza tym popołudnie było dość chłodne, a gdy trzymał ich ręce, było mu cieplej. Co chwilę podkurczał nogi, żeby rodzice musieli go huśtać.

– Zobacz, jaki on grzeczny – zauważyła mama. – Myślisz, że mu tego brakowało?

– Pewnie tak…ale ty też potrzebujesz czasu na pisanie.

– A mi się wydawało, że nie jestem dość dobrą mamą. Przez całą noc o tym myślałam.

– Dlatego nie mogłaś zasnąć?

– No tak.

– Uff. Myślałem, że jesteś na mnie zła. No wiesz, o to, że czuję się lepszy.

– Jak mogłabym być zła o to, że mały cię lubi? Jesteś świetnym tatą. Tobie to jakoś łatwiej przychodzi. Ja muszę się starać.

– I on na pewno bardzo to doceni. Prawda, Ksynku? – spytał tata.

Chłopiec uśmiechnął się od ucha do ucha, najpierw do mamy, potem do taty. A potem jeszcze raz, najpierw do taty, a potem do mamy. Żeby było po równo.

– Chyba wiem, dlaczego Ksynek cię wtedy odepchnął – zaczął tata.

– Daj spokój, nie mówmy już o tym.

– Może on zrozumiał, że zajmujemy się nim na zmianę. Że jak ja jestem, to ciebie nie ma…

Ksynek ochoczo przytakiwał, jednak rodzice znów nie zwracali na to uwagi.

– I żeby mógł się z tobą dłużej pobawić, ja musiałam zniknąć? – dedukowała mama. – Tak, to ma sens…

Nareszcie! Ile to czasu zajmuje dorosłym, żeby zrozumieć takie proste sprawy…

Emilia Becker

autorka bloga oraz książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *