Ksynek i Misio

Historia ta rozpoczęła się tak samo jak zaczyna się większość historii z misiami. Od pewności, że to jest właśnie ten jedyny, mięciutki przyjaciel, który będzie z tobą zawsze.

Dorośli, którzy, jak wiadomo, nie należą do najbardziej spostrzegawczych istot na świecie, zauważyli stosunkowo późno, że coś niezwykłego łączy Ksynka i Misia.

A przecież chłopiec już od dawna się z nim nie rozstawał. Kładł się z nim do łóżeczka i brał pod pachę zawsze wtedy, kiedy czuł się choć troszkę niepewnie. Jednak rodzicom rzuciło się to w oczy dopiero wtedy, kiedy Misio był już tak bardzo wyściskany, że podniszczone futerko zaczęło go wyróżniać spośród innych pluszowych zabawek.

– Widzę, że wyjątkowo polubiłeś tego misia. Ale, zobacz, masz tyle pluszaków. Małpka jest taka puszysta. I jak świeżo pachnie! – mama przytknęła nos do sierści pluszowej małpki i zmrużyła oczy z zachwytu.

Czy nie rozumiała, że ten jeden, jedyny miś zawsze pachnie najpiękniej?

– Może tygrysek? Ma taką łobuzerską minę – tata sięgnął do pudła z zabawkami po pomarańczowego tygryska w czarne cętki. – A twój Misio jest taki zwyczajny…

Ukochany miś nie jest zwyczajny. Właśnie dlatego, że jest ukochany.

Misio Ksynka miał bursztynowe oczy, czarny wypukły nosek i uśmiechniętą mordkę. Kiedyś jego futerko było w kolorze miodowym, a mordka – beżowa, teraz jedno i drugie wydawało się popielate.

– Ależ on brudny! Trzeba go zastąpić  jakąś inną zabawką – postanowiła pewnego dnia mama.

– Łatwo powiedzieć… – westchnął tata.

Przez chwilę rodzice wpatrywali się w Misia z wyraźną niechęcią. Ksynek przytulił przyjaciela. Niech sobie wszyscy mówią, co chcą. Dla niego jest jedyny na świecie.

– Może niepotrzebnie podsuwamy mu małpki i tygryski? To musi być miś. Dzieciom widocznie misie najbardziej się podobają – stwierdziła mama.

I odtąd, przy każdej ważniejszej okazji Ksynek dostawał nowego misia.

– Spójrz, jaki przystojniak! W marynarskiej czapeczce!

– A ten…żółciutki i z piękną kokardą!

Wydawały się sympatyczne i Ksynek czasami zabierał któregoś do łóżeczka, ale to w brzuszek Misia zawsze wtulał policzek tuż przed zaśnięciem.

Rodzice mieli jednak nadzieję, że ktoś inny, bardzo podobny, będzie w stanie zastąpić Misia.

– Może chodzi o to, że ma taką poczciwą mordkę? I te oczy, jedno blisko drugiego – zastanawiała się mama.

– To jest myśl! Może on potrzebuje identycznego? – podchwycił tata, po czym wraz z mamą zaczęli szperać w swoich telefonach.

– Kupiłabym mu takiego samego, ale już takich nie sprzedają – westchnęła mama.

Odtąd, raz po raz, pojawiały się w pokoju Ksynka misie z miodowym futerkiem i popielatą mordką. Żeby pokazać, że nie pomyliłby ich z Misiem, Ksynek zupełnie je ignorował. Im więcej było tych misiów w jego pokoju, tym bardziej wyjątkowy wydawał mu się Misio.

I pewnie jego pokój wypełniłby się po brzegi misiami, gdyby nie wizyta babci.

– Pozwalacie mu bawić się takim brudnym pluszakiem? – spytała babcia podniesionym głosem. – Przecież to skandal!

Jeszcze tego samego wieczora mama kucnęła obok Ksynka i zrobiła bardzo poważną minę.

– Muszę ci coś powiedzieć – powiedziała.

Ksynek wstrzymał oddech. Kiedy mama kucała obok niego z taką miną, nie wróżyło to nic dobrego.

– Misio jest bardzo brudny. Trzeba go wyprać – wyrzuciła z siebie jednym tchem.

Wyprać? Wrzucić do pralki, w której Misio będzie się kręcił w szalonym tempie? I wyjdzie stamtąd cały obolały?

– Nie! – krzyknął Ksynek.

– Wypierzemy, wywirujemy, wysuszymy i…

– Nie!

– I będzie znowu suchy, i będziesz mógł z nim spać. Dziś jest gorąco, miś szybko wyschnie na balkonie. Zdążymy przed wieczorem.

– Nie! – krzyknął Ksynek po raz trzeci i mama nie wracała już do tego tematu. Dopiero wieczorem, gdy kładła Ksynka spać, westchnęła:

– Widzisz, Misio byłby suchy i pachnący. A tak, idziesz spać z brudaskiem.

Ksynek zupełnie się tym nie zmartwił i zasnął jak zwykle, z policzkiem wtulonym w brzuszek Misia. W nocy obudził go jakiś dźwięk, dochodzący z łazienki. „Nic takiego” – pomyślał sobie i położył rękę na brzuszku przyjaciela. Jego futerko było takie miękkie, puszyste…zbyt puszyste!

– Inny misio! – krzyknął Ksynek.

Mama wbiegła do pokoju.

– Co się stało? – spytała.

– Inny misio! – powtórzył Ksynek.

Mama westchnęła, a potem się uśmiechnęła. Wyszła na chwilę z pokoju i wróciła z Misiem.

– Musisz go naprawdę bardzo kochać – powiedziała. – Nawet po ciemku go rozpoznasz. Całe szczęście, że nie zdążyłam jeszcze włączyć pralki.

Mama zamierzała wyprać Misia? Bez wiedzy Ksynka? Tego już było za wiele! Zasnął, trzymając kurczowo przyjaciela i następnego dnia się z nim nie rozstawał. Poszedł z nim nawet na plac zabaw i wytarzali się wspólnie w piasku.

– Co by teraz babcia powiedziała! – pokręciła głową mama. – Jak wy wyglądacie!

– Muszę się wykąpać – zdecydował Ksynek i bardzo go to ucieszyło. Uwielbiał kąpiele. Tak przyjemnie było się zanurzyć w ciepłej wodzie i obserwować bańki z piany. Wystarczyło delikatnie dotknąć ich paluszkiem, by pękły.

W domu mama napuściła ciepłej wody do wanienki i wycisnęła z buteleczki kilka kropel truskawkowego płynu do kąpieli. Ksynek wrzucił do środka gumowe kaczuszki i kostki, a przy okazji szczotkę mamy i gąbkę taty. Już chciał wskakiwać do wanienki, gdy przypomniał sobie o Misiu, którego cały czas trzymał pod pachą.

– Misio też się kąpie – oznajmił.

Sądził, że mama się sprzeciwi, ale tylko spojrzała na niego uważnie. Widać było, że pomysł się jej spodobał.

– Dobrze. Ale nie w twojej wanience, tylko w mniejszej.

Ten pomysł z kolei nie spodobał się Ksynkowi. Dopiero kiedy mama napuściła ciepłej wody do miseczki, chłopiec ostrożnie włożył do środka przyjaciela.

Mama musiała kilka razy zmieniać Misiowi wodę, bo szybko robiła się brudna. Wyglądało na to, że przyjaciel potrzebował kąpieli. Kiedy był już czysty, mama chciała powiesić go na klamerkach za uszy. Jednak Ksynek się na to nie zgodził. Bał się, że uszy będą przyjaciela bolały. Wystawili więc na balkon rozkładane krzesełko i posadzili na nim Misia. Ksynek co jakiś czas do niego zaglądał, bo nie mógł się doczekać, kiedy przyjaciel będzie suchy. Nie jest przyjemnie być tak długo mokrym, nawet jeśli się siedzi na balkonie w upalny dzień.

Misio wciąż był jeszcze wilgotny, kiedy Ksynek się do niego przytulił. Dzięki temu wysechł do reszty. Po tej kąpieli miał bardzo zadowoloną mordkę. I choć Ksynkowi zawsze podobał mu się taki, jaki był, trzeba było przyznać, że teraz wyglądał dużo lepiej. Znów miał miodowe futerko. Pachniał zupełnie tak, jak Ksynek po kąpieli, a nie tak, jak Misio. Na szczęście, po kilku dniach odzyskał swój dawny misiowo-ksynkowy zapach.

–  Przecież on już jest brudny – załamywała ręce mama.

A Ksynek nie mógł się już doczekać, kiedy znów się razem wykąpią.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i czekanie

Ksynek i klocki

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

 

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *