Ksynek i klocki

Ksynek lubił klocki w kształcie wafli za to, że można z nich było zbudować wszystko. Szkoda tylko, że dorośli nie rozumieli, o co w tej zabawie chodzi.

Tacie zleżało, żeby budowla wyglądała tak, jak zamek na opakowaniu. Kiedy Ksynek kładł żółty klocek w miejscu, gdzie jego zdaniem pasował, tata, wskazując palcem na opakowanie, umieszczał go w innym.

A przecież Ksynek nie chciał budować zamku. Po co komu tyle wież i okien? Zamierzał zbudować domek dla ptaszka, którego ostatnio widział z babcią na spacerze. Ptaszek podskakiwał na dróżce. Był zmarznięty i samotny, na pewno bardzo potrzebował domku. Ksynek uważał, że taki domek powinien mieć ściany, dach i drzwiczki, a w środku – stół i fotelik.

Tata jednak uparcie budował zamek i był tym tak pochłonięty, że zapomniał o Ksynku. Dlatego chłopiec postanowił układać swój domek obok zamku. Postawił trzy ściany, a na ich szczycie próbował położyć dach. Jednak czerwony klocek udało mu się połączyć tylko jedną ścianą, a z pozostałymi nie.

– Zaraz, zaraz, czegoś mi brakuje – zastanawiał się tata. – Gdzie jest czerwony klocek? A tu!

Zerwał dach z domku Ksynka i przyłożył go do swojej wieży.

– Nie! – krzyknął chłopczyk i wyrwał tacie klocek z ręki.

– Potrzebuję tego klocka – wyjaśnił spokojnie tata, wskazując na wyrwę w ścianę zamku. – Zobacz, te ząbki pasują do siebie.

Ksynek spojrzał przez łzy na budowlę taty. Przez chwilę ściskał czerwony klocek w dłoni i nie wiedział, co z nim zrobić. W końcu przyłożył klocek do miejsca, które wskazał tata. Rzeczywiście, ząbki do siebie pasowały. Teraz już wiedział, jak wybrać odpowiedni klocek na dach. Trzeba było dopasować ząbki!

Udało mu się to zrobić dopiero następnego dnia, podczas zabawy z babcią. Odwrotnie niż tata, pozwalała Ksynkowi budować to, na co miał ochotę. I za wszystko go chwaliła.

– Jaki piękny zamek! – zawołała z zachwytem.

Zamek? Przecież to nie zamek, tylko domek dla ptaszka. I jaki piękny? Babcia chyba nie widziała pięknego domku dla ptaszka. Na razie miał tylko ściany i dach, a potrzebne były drzwi i meble w środku.

– Jeszcze trochę brzydki…- powiedział Ksynek.

– Piękny! – dobitniej podkreślała babcia.

Im bardziej mówiła, że zamek jest piękny, tym bardziej wydawał mu się brzydki.

– Jesteś taki zdolny! Będziesz kiedyś wielkim architektem! – babcia chwaliła Ksynka coraz bardziej.

Nie wiedział, kto to taki „architekt”, ale „wielki” znaczyło chyba, że ważny. Babcia wymawiała te słowa w taki sposób, jakby bardzo jej zależało na tym, by wnuczek został wielkim architektem. Tymczasem Ksynek chciał zbudować domek, w którym ptaszkowi będzie się wygodnie mieszkało.

– A tutaj pewnie będzie czwarta ściana? – spytała babcia, wskazując na puste miejsce między trzema ścianami a dachem.

Ksynek nie chciał w tym miejscu umieścić ściany, tylko drzwi. Jednak im więcej babcia oczekiwała, tym mniej chłopiec był pewien, czy uda mu się wybudować domek. Pozostawił więc budowlę niedokończoną i zajął się samochodzikami.

Wciąż jednak chciał stworzyć to, co sobie wymarzył i wrócił do swoich planów podczas zabawy z mamą. Mamie nie musiał niczego wyrywać ani o nic się kłócić. Raz tylko zerknęła na obrazek na pudełku.

– Chcesz zbudować coś takiego czy swojego? – spytała.

– Swojego – odparł Ksynek.

I to mu się podobało w budowaniu z mamą. Ale nie podobało mu się coś innego. Siedziała obok na dywanie ze wzrokiem utkwionym w jednym miejscu, co znaczyło, że myśli o czymś innym. Chyba nie słyszała nawet, że w kuchni makaron wyjątkowo głośno bulgocze.

Domek miał już dach, a teraz wystarczyło tylko dodać drzwiczki, które miały się zamykać i otwierać. Ksynek dopasował ząbki i przytwierdził klocek do jednej ze ścian. Ale co to? Drzwiczki się nie domykały. Docisnął je więc mocniej i wtedy odpadły!

Ksynek wybuchnął płaczem.

– Co się stało? – spytała mama, wyrwana z zamyślenia.

Chłopiec zalał się łzami. Mama objęła jego głowę i pocałowała w czoło. Ksynka zwykle uspokajał dotyk jej dłoni, ale nie tym razem.

– Nie martw się, to tylko klocki! – szepnęła mu do ucha mama.

Ksynek wyswobodził się z uścisku. Nawet mama go nie rozumiała. Tylko klocki? Przecież to był jego wymarzony domek dla ptaszka. Prawie gotowy! A teraz nie będzie mógł wejść do domku ani z niego wyjść.

Chłopiec znów spróbował docisnąć drzwi tak mocno, że aż podważył dach! Zawył żałośnie.

– Uspokój się – mama próbowała go przekrzyczeć. – Ten klocek tu nie pasuje. Trzeba to zrobić inaczej, o tak!

Do obu ścian dołączyła kolejne klocki tak, że powstał tunel. Ale to miał być domek!

– Nie! – krzyknął Ksynek i ze złością kopnął budowlę. Rozpadła się na kawałki.

– Po co się tak upierasz? – spytała ostro mama.

Ksynek zaniósł się jeszcze głośniejszym płaczem. Żal mu było domku, który prawie zbudował, ale wyobrażał go sobie inaczej i nie mógł się zgodzić na jakiś tunel.

W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Ksynka odwiedziła babcia.

– Co się tu dzieje? – usłyszał jej zaniepokojony głos, dobiegający z przedpokoju.

– Nic – powiedziała niepewnie mama.

– Jak to nic? Przecież słyszę! Ksynek płacze?

– Naprawdę, nic takiego się nie stało – próbowała tłumaczyć mama.

– Dziecko nie może płakać! – głos babci brzmiał jak alarm.

– Czasami musi. Ja też, kiedy jestem smutna, nie chcę, żeby mnie ktoś pocieszał… –

– Mój wnusio nie będzie płakać! – przerwała jej babcia, po czym wbiegła z zatroskaną miną do pokoju Ksynka.

Uklękła przy nim i spojrzała mu głęboko w oczy:

– Co się stało? Dlaczego płaczesz?

Ksynek nie lubił pytania „dlaczego”. Było takie trudne.

– Babcia nie lubi, jak dzieci płaczą. No, już, się uśmiechnij! – powiedziała energicznie babcia, po czym dotknęła policzków Ksynka i próbowała unieść kąciki jego ust.

Czuł, że musi być wesoły, bo inaczej babci będzie smutno. Nie dość, że rozpadł się domek, to nie wiedział, jak pocieszyć babcię. Zrobiło mu się jeszcze smutniej.

– Ech, bo to są złe klocki – zwróciła się babcia do mamy, przyglądając się porozrzucanym resztkom budowli. – Trzeba kupić nowe.

– Nie będziemy mu kupować nowych klocków za każdym razem, gdy coś mu nie wyjdzie. Niech się nauczy wytrwałości…

– Jest jeszcze za mały na wytrwałość – prychnęła babcia.

– Ojej, makaron mi się rozgotuje! – przypomniała sobie mama i pobiegła do kuchni. – Co za gapa ze mnie! Gdzie ja mam głowę!

Zupełnie tak samo się czuł, kiedy jemu odpadły drzwi do domku. Może on też był gapą i dlatego mu nie wychodziło?

Ksynek pociągnął nosem, wziął koparkę i zapakował na nią porozrzucane klocki.

– Trzeba je wywieźć – oznajmił.

– Naprawdę? – zdziwiła się babcia.

Ksynek przytaknął.

– I już po płaczu? – upewniła się.

Ksynek znów przytaknął.

– To dobrze. Może rzeczywiście czasami trzeba się wypłakać?

Ksynek nie miał pojęcia. Ale poczuł ulgę. Przynajmniej nie musiał już uszczęśliwiać babci.

Z babcią już nie bawili się tego dnia w klocki, a o domku prawie zapomniał, aż do chwili gdy tata wrócił z pracy i zasiedli we trójkę do kolacji.

– Trochę rozgotowany ten makaron – stwierdził.

– Na śmierć o nim zapomniałam.  Mieliśmy awanturę z klockami.

Ksynkowi rozgotowany makaron smakował. Taki lubił najbardziej. Ale uważał, że trzeba go jeszcze posolić.

– Sól! – zażądał.

Mama wręczyła Ksynkowi solniczkę.

– Pewnie chciał budować po swojemu? – tata chciał poznać historię.

– Klocki nie pasowały do siebie, ale oczywiście się uparł, że ma być tak, jak chce – wyjaśniła mama.

Ksynek przekręcił kilka razy młynek z solą, posmakował danie i stwierdził, że jeszcze trochę powinien dosolić. Przekręcił więc młynek raz jeszcze.

Mama i tata zauważyli to i uśmiechnęli się do siebie.

– Czasami bywa uparty – powiedziała mama, gładząc Ksynka po głowie. – A czasami po prostu wie, czego chce.

I nagle się zamyśliła. Po kolacji poszła z Ksynkiem do pokoju i uklękła obok na dywanie.

– Może ja tylko myślałam, że ty się upierasz – powiedziała, wyjmując klocki z pudła. – A może ty wiesz, co chcesz zbudować?

Ksynek spojrzał na nią ze zdziwieniem.

– Domek dla ptaszka – powiedział takim tonem, jakby to było oczywiste.

– Domek dla ptaszka? – zdziwiła się mama. – To świetny pomysł!

Chłopiec myślał, że mama wie, co chce zbudować, a ona zrozumiała to dopiero teraz. Szybko postawił trzy ściany, położył na nich dach i spróbował przystawić do jednej ze ścian piąty klocek.

– Drzwiczki się nie otwierają – jęknął.

– Aaa, i to cię smuci – domyśliła się mama.

Tak, to go właśnie smuciło. Ale nagle zrobiło mu się lżej, bo teraz mama też to wiedziała.

– Poczekaj, musimy dobrać inny klocek. Taki, który będzie się stykał ząbkami nie tylko ze ścianami, ale i z dachem – wyjaśniła mama, szperając w pudle. – O, jest!

Wręczyła Ksynkowi swoje znalezisko, żeby sam wstawił drzwi do domku. Powolutku przystawił je do ściany i dachu. Ząbki weszły jedne w drugie. Ksynek uchylił drzwiczki. Otwierały się i zamykały!

– Następnym razem będziesz wiedział, jaki klocek wybrać – powiedziała mama. – Ja też następnym razem muszę nastawić alarm, żeby makaron się nie rozgotował. Czasami trzeba zrobić coś źle, żeby nauczyć się, jak to poprawić.

Ksynek nie zrozumiał tego wszystkiego, co mówiła mama, ale poczuł w sobie siłę, by ukończyć domek.

– A w środku będzie krzesełko i fotel! – opowiedział mamie o swoich planach.

– No tak, ptaszek potrzebuje krzesełka. Może weźmiemy je z domku dla lalek. Jak myślisz?

Ksynek przytaknął. Kiedy mebelki znalazły się na swoim miejscu, włożył rączkę do środka, żeby sprawdzić, czy ptaszek się tak zmieści.

– Ptaszek wlatuje do domki. Ooo, tak! – wyjaśnił.

– Pięknie to, Ksynku, wymyśliłeś! – powiedziała mama, a w jej głosie słychać było radość. Chłopiec poczuł, że domek naprawdę jej się podoba.

– Co robicie? – spytał tata, który wszedł do pokoju.

– Zobacz, Ksynek zbudował domek dla ptaszka – oznajmiła mama.

Tata chwilę przyglądał się budowli.

– Tu ściany, tam dach i drzwi…- wyliczał.

– I jeszcze fotel i stół – dodał wesoło Ksynek.

– No, no, z tych klocków można zrobić nie tylko zamek!

– Ptaszek będzie zadowolony – podsumował Ksynek. Bo przecież to było najważniejsze.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i czekanie

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *