Dziecięca głowa wystająca znad pierzyny - rysunek odręczny

Ksynek i katarek

W pewien jesienny poranek Ksynka obudził zapach jajecznicy. Domyślił się, że jest niedziela, a to oznaczało, że mama upiecze sernik z malinami. Szybko wstał z łóżka.

W kuchni mama, mieszając szpatułką jajka na patelni, nuciła sobie piosenkę o tym, że do lata będzie szła. Ksynek też chętnie poszedłby z mamą do lata. Póki co za oknem wirowały jesienne liście, a to oznaczało, że szybciej robiło się ciemno i spacery stawały się krótsze.

Zerknął na parapet. Nie pomylił się. W miseczce rozmrażały się maliny. Kiedy mama planowała upiec sernik, stawiała miseczkę z malinami na parapecie, żeby Ksynek ich nie podjadał. Wcale nie zamierzał tego robić, bo lepiej smakowały wydłubywane z sernika.

W kuchni było trochę chłodniej niż w pokoju, więc zadrżał i…kichnął. Bardzo się z tego ucieszył. Uważał, że kichanie jest niesamowicie przyjemne. Najpierw coś łaskocze cię w nosie, a potem rozlega się głośne: aaa psik! Im dłuższe aaaaaa, tym głośniejsze psik.

Mamę kichnięcia Ksynka zupełnie nie bawiły. Odwróciła się w jego kierunku z tą jedyną w swoim rodzaju miną, która mówiła, że jednocześnie boi się do Ksynka i ma do niego żal.

– Masz katarek? – spytała z niepokojem.

– Nie! – odpowiedział pewnym tonem Ksynek.

Dobrze wiedział, jak to jest mieć katar. Wypełnia on cały nos, tak że trudno jest oddychać i nie czuje się zapachu jajecznicy.

Mama jednak nie uwierzyła Ksynkowi, tylko położyła mu jedną dłoń na czole, a drugą karku.

– Zaraz dostaniesz witaminki – zapowiedziała, sięgając do szafki.

W tym momencie rozległo się kolejne kichnięcie. Mamie wypadła z ręki buteleczka witamin i potoczyła się po blacie. Spojrzała na Ksynka z wyrzutem.

– To nie ja! – powiedział Ksynek.

– Akurat! – mama potrząsnęła buteleczką. – Otwórz buzię.

Kropelki, jak na złość, nie chciały spływać na język, więc mama coraz bardziej nerwowo potrząsała buteleczką. W tym momencie zabrzmiało kolejne kichnięcie.

– To nie ja! – powiedział wesoło Ksynek. Tym razem mama musiała mu wierzyć.

Kropelka spłynęła mu na brodę.

– Mówiłam, otwórz buzię! – powiedziała mama, po czym dodała spokojniej: – Masz rację, to tata sobie kichnął.

Dziwne – mama jakoś nigdy nie martwiła się kichnięciem taty i nie biegła do niego z kropelkami. Kapały teraz na język Ksynka jedna za drugą. Były okropnie gorzkie. Chłopiec skrzywił się i odwrócił głowę na znak, że kolejnej kropelki nie przełknie.

– Jeszcze jedną! – mama podniosła głos i coraz bardziej nerwowo potrząsała buteleczką.

W tym momencie tata wszedł do kuchni.

– Zimno tu jakoś! – stwierdził, wtulając brodę w kołnierz pasiastego szlafroka.

– Właśnie! – mama natychmiast odłożyła buteleczkę z witaminami. – Muszę wszędzie podkręcić kaloryfery.

Tata opadł na krzesło. Wyglądał na zmęczonego, choć niedawno wstał. Nawet jajecznicę nakładał jakimiś powolnymi ruchami.

Ksynek od razu zauważył w jajecznicy czerwone grudki. Pomidory. Wolał jajecznicę z szynką. Odsunął więc swoją porcję.

Mama zwykle się tym nie przejmowała, bo Ksynek często grymasił, jednak tym razem znów zrobiła tę minę, która wyrażała jednocześnie strach i żal.

– Widzisz? Nie ma apetytu. Coś mu jest! – powiedziała do taty takim tonem, jakby była tego pewna.

Zupełnie nie zwróciła uwagi na to, że tata też nie dojadł swojej jajecznicy, choć on akurat tę z pomidorami bardzo lubił.

– Pójdę się położyć! – oznajmił.

– Co? – zdziwiła się mama. – Przecież niedawno wstałeś…Nawet nie wypiłeś herbaty.

– Ja chcę! – wyrwał się Ksynek, bo lubił pić herbatę z dużego kubka taty.

Mama zerknęła na kubek, później na blat kuchenny, a wreszcie na Ksynka.

– O, to jest myśl! – powiedziała i po raz pierwszy tego dnia się uśmiechnęła. – Zrobię ci herbatę z malinami. To domowy sposób na katar. Miałam upiec sernik, ale…najwyżej będzie bez malin.

Sernik bez malin? Przecież to maliny były w nim najsmaczniejsze! Zanim Ksynek zdążył coś wymyśleć, by uratować maliny, było już za późno. Mama wsypała je do szklanki i zalała herbatą z imbryczka. Postawiła napar na stole zamaszystym gestem, że aż dno szklanki stuknęło o blat. Miała przy tym taką minę, jakby uważała, że robi coś bardzo ważnego i dobrego.

Ksynek niechętnie zerknął do szklanki. Herbata miała intensywny kolor, a pociemniałe resztki malin smutno pływały po jej powierzchni. O ile bardziej wolałby je wyjadać z sernika!

– Pij, pij! – zachęcała mama.

Ksynek pociągnął mały łyczek. Herbata była okropnie kwaśna.

– Fuj! – wypluł kawałki malin na blat stołu.

Mama zmarszczyła brwi i zamaszystym gestem postawiła mu przed nosem cukierniczkę.

– Dosyp sobie trochę cukru. Ale tylko trochę!

Ksynek uwielbiał dosypywać cukier do herbaty. Białe drobinki rozpuszczały się w bursztynowym płynie. Nieważne, jak dużo nabrał ich na łyżkę – w herbacie zawsze błyskawicznie znikały. Sypał więc kolejne porcje, by sprawdzić, czy nadal będą się rozpuszczać.

– Już starczy! – mama zdecydowanym ruchem odsunęła cukierniczkę. – Posmakuj, powinna być wystarczająco słodka.

Ksynek upił mały łyk. Wciąż było czuć te cierpkie maliny. Wsypał kolejną łyżeczkę, posmakował i odsunął szklankę.

– Pewnie za słodka? – domyśliła się mama, po czym posmakowała herbaty. – Fuj!

Ksynek się roześmiał. Rzadko zdarzało mu się widzieć, jak mama pluje.

– To nie jest zabawne – powiedziała poważnie mama. – Zrobię ci nową. Tym razem sama dosłodzę.

Chłopiec nie miał już jednak ochoty na żadną herbatę.

– Pójdziemy dadaśku? – zmienił temat.

– Na dwór? Nie! – mama powiedziała takim tonem, z którym nie sposób było się kłócić, po czym wskazała na szare niebo za oknem. – Dziś jest chłodno, a ty masz katarek.

– Nie mam katarka! – opierał się Ksynek i na znak, że jest zupełnie zdrowy, pobiegł do dużego pokoju, wspiął się na fotel i z niego zeskoczył. W powietrze wzbił się kurz i…Ksynek kichnął!

– No widzisz? Masz katar jak nic! To nie jest czas na spacery. W domu też można robić mnóstwo ciekawych rzeczy. Rysować, wycinać, śpiewać – zaczęła wyliczać tak, jakby każda z tych rzeczy była jeszcze ciekawsza od poprzedniej. Tymczasem Ksynek nie miał ochoty na żadną z nich.

– …albo czytać – dokończyła, wskazując na regał.

Ksynek niechętnie zerknął w tym kierunku. Kiedy zobaczył znajome, kolorowe okładki, stwierdził, że może e-wen-tu-al-nie posłuchać jednej bajki, a później to już musi pójść dadaśku! Wybrał swoją ulubioną książeczkę o króliczku. Lubił słuchać, jak mama czyta tę historię, przytulając Ksynka do siebie i całując go w czubek głowy. Jednak tym razem co chwilę przerywała czytanie, dotykając na zmianę głowy i karku Ksynka. Od tego ciągłego sprawdzania Ksynkowi zorbiło się ciepło.

– Muszę jednak sprawdzić, czy masz gorączkę – zdecydowała mama.

– Możesz mi zrobić herbaty? – dobiegł z sypialni głos taty.

– Nie możesz sam sobie zrobić? – spytała niechętnie mama. – Ja muszę zająć się chorym dzieckiem.

Po chwili Ksynek usłyszał kroki taty, który poczłapał do kuchni. Zachowywał się tego dnia jakoś inaczej niż zwykle.

Tymczasem mama przyniosła z apteczki termometr. Przypominał małą suszarkę do włosów, tylko że miał wyświetlacz. Ksynek lubił i suszarki i wyświetlacze, ale nie znosił strzelającego z termometru czerwonego światła i długiego piiiip. Mina mamy mówiła, że tego dźwięku trzeba się bać. Odsuwał więc głowę za każdym razem, gdy światełko zbliżało się do jego czoła. Mama wtedy mocno chwytała go za ramiona i przybliżała czoło do światełka. I tego nie lubił najbardziej.

Piiiiip! Mama wzięła głęboki oddech i spojrzała na wyświetlacz.

– 36,5 – odczytała z niedowierzaniem mama. – Sprawdzę jeszcze raz.

Światełko, piiiip!

– 36,7. To może być stan podgorączkowy! – głos mamy zabrzmiał jak alarm.

Zaniosła termometr do kuchni, w której tata zaparzał sobie herbatę.

– Jednak będzie chory.

Opadła na krzesło i schowała twarz w dłoniach.

– 37 – powiedział po chwili tata, zerkając na wyświetlacz.

– Co?! Myślałam, że 36,7. Musiałam źle odczytać. 37! To już prawie gorączka.

– Myślisz? – spytał tata.

– Myślisz?! I ty to mówisz tak spokojnie? – mama podniosła głos.

– Wcześniej jakoś się nie denerwowałaś – tata odpowiedział spokojnym tonem.

– Denerwuję się od rana!

– A mi się wydawało, że nic nie zauważyłaś?

– To raczej ty niczego nie zauważyłeś!

– Mogę nie zauważać wielu rzeczy, ale akurat tego, że jestem przeziębiony…

– Ty?!

– A jednak nie zauważyłaś!

Za to Ksynek od rana wiedział, że coś jest z nie tak, więc kiedy tata zaniósł sobie herbatę do sypialni, okrył go kocem. Tata robił tak zawsze wtedy, kiedy on był chory.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i czekanie

Ksynek i klocki

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *