Ksynek i fotoksiążka

Pewnego razu Ksynek wydobył z dnia komody w sypialni rodziców grubą, białą książkę. Zdziwił się, bo przecież książki trzyma się na regale, a nie w komodzie. Ale nie to było najdziwniejsze. Na okładce tej książki widnieli tata i mama!

Mama w białej sukni wyglądała jak księżniczka. Albo raczej jak wróżka, bo z czubka głowy spływał jej welon. Z kolei tata w czarno-białym ubraniu przypominał pingwina. Ksynkowi podobało się też to, jak na siebie patrzyli. Prosto w oczy.

Podbiegł do mamy, by podzielić się swoim odkryciem.

– Mama i tata w książce! – zawołał.

Mama spojrzała z zaciekawieniem, bo czym ostrożnie wyjęła znalezisko z rąk Ksynka, jakby było czymś bardzo cennym.

– To nie książka, tylko album ze zdjęciami – wyjaśniła. – Dawno już do niego nie zaglądałam. Chodź, usiądziemy na kanapie i pooglądamy sobie, dobrze?

Mama rozsiadła się na kanapie, a Ksynek – zbyt ciekawy, by się rozsiadać – przystanął obok i oparł łokcie na jej kolanach. Mama pogładziła okładkę albumu i zaczęła powolutku przewracać kartki. Na wszystkich zdjęciach mama w białej sukience i tata w stroju pingwina przytulali się do siebie.

– Tata kocha mamę – powiedział Ksynek, bo przytulanie nazywał kochaniem.

Poza tym na fotografiach Ksynek rozpoznał obie babcie – jedną w błyszczącym naszyjniku, drugą z pierzastymi kolczykami, a nawet obu dziadków. Rzadko widywał razem wszystkich dziadków i babcie, a w albumie znalazł wszystkich tych, którzy byli mu bliscy.

– No, to już wszystko! – powiedziała mama, kiedy dotarli do ostatniej strony.

Okładki albumu klapnęły i uniósł się znad nich kurz.

– Jeszcze raz! – zawołał Ksynek.

Mama znów zaczęła przewracać kartki.

– A tu kto? – pytał, wskazując paluszkiem na zdjęciu.

– Babcia – powiedziała mama

– A tu?

– Dziadek. Przecież wiesz.

Pewnie, że wiedział, ale chciał, żeby mama to potwierdziła.

– A gdzie jest Ksynek? – spytał nagle.

– Jeszcze cię nie było – powiedziała mama, łaskocząc go pod brodą. – A później się pojawiłeś. W moim brzuszku.

– W brzuszku? – spytał, patrząc na brzuch mamy.

Nie miał pojęcia, co mógłby w nim robić, a poza tym na pewno by się tam nie zmieścił.

– Właśnie tam – powiedziała mama pewnym głosem. – A potem się urodziłeś i byłeś taki malutki jak…twój Misio.

Ksynek przystawił Misia do siebie tak, że stykali się głowami. Przyjaciel sięgał do końca pleców.

– A gdzie były nóżki? – spytał.

– Kończyły się tutaj, gdzie teraz się zaczynają.

Ksynek spojrzał na nią z niedowierzaniem. Mama wzięła do ręki telefon, chwilę w nim poszperała i uruchomiła filmik.

Na ekranie dziecko w niebieskich śpioszkach szybko przebierało nóżkami.

– Ksyneczku, mój śliczny! – zabrzmiał miły głos i po chwili nad dzieckiem pochyliła się znajoma postać.

– Mama! – rozpoznał Ksynek. – A to? – wskazał palcem na dziecko, które na filmie obejmowało rączkami twarz mamy.

– To ty! – powiedziała mama.

Ksynek nie bardzo w to wierzył. Ale mama tak miło zwracała się do tego chłopczyka, że też chciał być malutki.

– Jak urosnę, to będę taki malutki! – oznajmił. – A potem będę w brzuszku.

Mama się roześmiała.

– To niemożliwe – powiedziała. – Ale chyba mam pomysł, jak cię przekonać, że ten chłopczyk to ty.

Ksynek był bardzo ciekawy, o co chodzi.

– To będzie niespodzianka – powiedziała tajemniczo.

Tego wieczora Ksynek kilka razy usłyszał jeszcze słowo „niespodzianka”, które rodzice szeptali do siebie. Potem przyłapał ich, jak w gabinecie, oboje wpatrują się w ekran laptopa. Kiedy podszedł bliżej, natychmiast zatrzasnęli klapkę.

– Niespodzianka – powiedzieli razem. – Nie podglądaj!

Czekał na tę niespodziankę tak długo, że w końcu o niej zapomniał. Aż wreszcie, kiedy najmniej się tego spodziewał, mama stanęła w drzwiach jego pokoju, z rękami schowanymi za plecami.

– To jest twoja niespodzianka – oznajmiła, wyjmując zza pleców opakowany w kolorowy papier prezent.

Ksynek wziął do ręki pakunek i próbował zgadnąć, co może być w środku. Przedmiot był twardy i płaski. Wyglądał na książkę. Chłopiec rozerwał papier. Nie pomylił się! Na okładce zobaczył maleńkie zaczerwienione dziecko, owinięte w coś, co przypominało poduszkę.

Przewracał kolejne strony. Przedstawiały różnych chłopców. Jeden spał ze smoczkiem w buzi, inny siedział w wózku, jeszcze inny chodził na czworakach.

– Co to za dziwne dziecko? – spytał Ksynek, wskazując na jedno z nich.

– To ty! Jak byłeś malutki – wyjaśniła mama.

Ale który? Przecież na obrazkach widniały różne dzieci.

– Przeczytaj – Ksynek wręczył mamie książkę.

– Tego nie da się przeczytać – mama pokręciła głową. – To album. A właściwie fotoksiążka. Mogę ci opowiedzieć, co jest na zdjęciach.

Rozsiadła się na kanapie i rozłożyła album na kolanach.

– To ty – mama wskazała na zdjęcie dziecka na okładce. – Niedługo potem, jak się urodziłeś.

Ksynek spojrzał na nią z niedowierzaniem. Mama przekartkowała szybko album, jakby czegoś szukała.

– A tu? Pamiętasz? – spytała, stukając palcem w miejscu, w którym znajdowało się zdjęcie bobasa w niebieskich śpioszkach. – Pokazywałam ci niedawno na filmie…

Śpioszki rozpoznał. Ale na filmie była mama, a na zdjęciu nie.

Z kolejnego zdjęcia uśmiechał się chłopczyk w pasiastej czapeczce siedział w wózku spacerowym

– Ten wózek jest jeszcze w piwnicy! – przypomniała mama. – Pamiętasz, jak ci pokazywałam przy wyciąganiu roweru?

Pamiętał, ale chłopczyka w pasiastej czapeczce nie rozpoznawał.

– A tutaj? Przecież to twój dywan. Poznajesz? – mama wręczyła Ksynkowi fotoksiążkę, otwartą na wybranej stronie.

Rzeczywiście, na dywanie wiła się długaśna ulica, a wokół niej stały domki z czerwonymi dachami. Ciekawe, czemu chłopczyk ze zdjęcia, chodził po tym dywanie na czworakach? Ksynek zamknął fotoksiążkę i odłożył ją na bok.

– Nie podoba ci się? – spytała ze smutkiem mama.

Po prostu nie wiedział, co mógłby zrobić z tym prezentem. Ale dzięki niemu przypomniał sobie o czymś bardzo miłym.

– Pooglądamy zdjęcia? – spytał.

– Przecież dopiero co je oglądaliśmy – mama ze zdziwieniem sięgnęła po odłożoną fotoksiążkę.

– Nie, nie te.

– A które?

– No takie…mama, tata, babcia, dziadek – zaczął tłumaczyć Ksynek.

– Ach, o to ci chodzi – domyśliła się mama i rozłożyła album ślubny na kolanach. Ksynek oparł na nich łokcie, żeby wszystko dobrze zobaczyć..

– A tu kto? – spytał, wskazując paluszkiem na zdjęciu.

– Babcia – powiedziała mama

– A tu?

– Dziadek. Przecież wiesz.

Pewnie, że wiedział, ale chciał, żeby mama to potwierdziła.

– A gdzie jest Ksynek? – spytał.

– Ciebie tu nie było. Dlatego właśnie zamówiliśmy fotoksiążkę. O tobie.

Nagle zamyśliła się, jakby coś zrozumiała.

– Więc o to ci chodzi! Tu jesteśmy tylko my, a tam tylko ty! Chciałbyś zobaczyć nas wszystkich razem.

Pewnie, że tak. Przecież Ksynek nigdy nie był sam, zawsze z kimś – z mamą, tatą, babcią, dziadkiem.

– Wiesz co? – podchwyciła mama. – Zamówię nową fotoksiążkę.

– Nie…- jęknął Ksynek, bo fotoksiążki mu się nie podobały.

– Ale tym razem na zdjęciach będziemy my wszyscy. Mama, tata, Ksynek…Zobacz!

Mama sięgnęła po telefon, chwilę w nim poszperała i podsunęła mu ekran ze zdjęciem, na którym uśmiechała się do obiektywu. Przyciskała do piersi małą, włochatą kulkę, którą podtrzymywała dłonią.

– Tu twoja główka – wyjaśniła.

– Jak byłem malutki?

– Tak! – mama ucieszyła się, że wreszcie to zrozumiał.

– Mama kocha Ksynka – stwierdził.

– A teraz kocham cię nawet jeszcze bardziej – powiedziała, całując go w czubek głowy. – Chociaż nie jesteś już taki malutki.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek i klocki

Ksynek i czekanie

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

 

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *