Ksynek i emocje

Ksynek często potykał się o którąś z kupek książek, leżących pod ścianą jego pokoju.

– Nie lepiej byłoby kupić jakiś regalik? – spytała pewnego razu mamę babcia.

– Nie tylko regalik, marzy mi się kącik czytelniczy – podchwyciła mama. – Tu, gdzie teraz stoi namiot, postawiłabym puf sako – mama zakreśliła ręką jakiś duży kształt, który bardzo zaciekawił Ksynka. – A tu byłby regał.

– Zmieści się w tym kącie? – zastanawiała się babcia.

– Zmieści. Będzie niziutki, żeby Ksynek mógł sięgnąć do każdej książki. Zaraz ci pokażę – mama wyjęła telefon i podsunęła ekran babci.

– To bardziej stojak niż regał – zauważyła babcia.

Ksynek podskoczył, bo bardzo chciał zobaczyć, co to za regał, ale mama odłożyła telefon.

– Bo ma kieszenie zamiast półek. Trzeba układać książkę okładką do przodu, a to powoduje, że dziecko chętniej po nią sięga – wyjaśniła. – Tak bym już chciała urządzić ten kącik! Ksynek wybierałby sobie książeczki jedna za drugą, siadał na wygodnym pufie, a ja obok, na podłodze i czytałabym mu, czytała…

– To czemu tego nie zrobisz?

– Chcę, żeby Ksynek najpierw zainteresował się chociaż troszkę książkami. Muszę zobaczyć błysk w jego oku. Wtedy będę wiedziała, że to ten moment.

– Masz rację – przytaknęła babcia. – Wtedy regał i puf od razu zaczną mu się kojarzyć z czytaniem, a tak…pewnie je wykorzysta do czegoś innego. Tylko czemu on wciąż nie polubił książek? Taki duży chłopczyk…

– Kiedy próbuję mu czytać, układa klocki…- westchnęła mama.

Rzeczywiście wyjątkowo dobrze układało się Ksynkowi klocki, gdy mama mu czytała. Wieża wychodziła wtedy wyjątkowo wysoka. Wciąż jednak marzyła mu się jeszcze wyższa. Tak wysoka jak fotel.

– Kto wie, może on jednak słucha tego, co czytasz? – zastanawiała się babcia.

– Wątpię – pokręciła głową mama.

Mimo to, kiedy babcia poszła do domu, zdjęła książkę ze szczytu jednej z kupek.

– Poczytamy? – spytała, siadając w kucki na dywanie.

Ksynek wiedział, jak bardzo mama to lubi. Najpierw delikatnie gładziła okładkę, następnie powolutku otwierała książkę, przez dłuższą chwilę patrzyła na obrazek, a potem zaczynała śledzić wzrokiem znaczki na kartce i układać je w historię. Jej głos stawał się wtedy miękki i Ksynek lubił go słuchać.

– Pewnego ranka Króliczek wyjrzał przez okno i zobaczył za nim śnieg…-zaczęła mama.

Chłopiec podszedł do okna. Drzewa nie były obsypane śniegiem, lecz zielonymi liśćmi.

Mama czytała o bałwanie, śnieżkach i sankach. Ksynek w tym czasie w skupieniu układał wieżę z klocków. Starannie dobierał kolory i kładł klocki ostrożnie jeden na drugim. Wcześniej wiele jego wież się rozpadło. Za każdym razem kiedy smukła budowla zmieniała się w bezładną kupę klocków, długo i gorzko płakał.

Potem nauczył się, że trzeba chwilę odczekać po położeniu klocka, żeby zobaczyć, czy wieża się nie zachwieje. Tym razem trzymała się świetnie. „Jeszcze trochę, a będzie tak wysoka jak fotel!” – pomyślał Ksynek.

– Dlaczego nie słuchasz? – spytała mama.

Chłopiec położył kolejny klocek na szczycie wieży. Nie zachwiała się!

– Może obejrzysz chociaż obrazki?

Ksynek nie odpowiedział, bo właśnie udało mu się położyć kolejny klocek.

– Podejdziesz? – dopytywała mama.

Chłopiec popatrzył z dumą na swoją wieżę. Była najwyższa spośród wszystkich, jakie dotąd zbudował.

– Dobrze, to ja podejdę – powiedziała mama.

Usiadła obok i…łubu-dubu-du! Wieża rozpadła się na kawałki!

Ksynek na chwilę znieruchomiał. Nie wierzył, że to stało się naprawdę…Jeszcze przed chwilą to była jego najwyższa wieża. Teraz sięgała mu zaledwie do kolan, a dookoła leżały porozrzucane klocki.

– Potrąciłam niechcący. Zaraz to naprawię – powiedziała mama tak spokojnie, jakby nic wielkiego się nie stało.

Ksynek poczuł, że robi mu się gorąco.

– Wystarczy położyć jeden na drugim…-mama położyła zielony klocek.

W tym miejscu miał być niebieski. To była jego wieża, nie mamy!

– Nie! – krzyknął i odepchnął ją tak mocno, że się zachwiała.

Oddychał teraz bardzo, bardzo szybko.

– Ksynku, popchnąłeś mnie? – mama spytała z niedowierzaniem.

Popchnął. To stało się tak nagle, że aż się przeraził. Ale kiedy spojrzał na porozrzucane klocki, nie mógł przestać myśleć o tym, co stracił. Chciał teraz być sam. Wycelował palcem w mamę:

– Wyjdź!

Kiedy głośno wrzasnął, zrobiło mu się lżej.

– Co powiedziałeś? – spytała mama.

– Wyjdź!! – krzyknął jeszcze głośniej.

– Nie będę ci już ich czytała, jeśli nie chcesz – powiedziała cicho i Ksynek zobaczył w jej oczach łzy.

Kiedy wyszła z pokoju, trzasnął za nią drzwiami. W tym momencie poczuł, że on też ma ochotę się rozpłakać.

– Co tu się dzieje? Co to za hałasy? – dobiegł z korytarza głos taty.

– Popchnął mnie – powiedziała smutno mama.

Tata próbował otworzyć drzwi, a Ksynek znów nimi trzasnął.

– Dlaczego popchnąłeś mamę? – głos taty zza drzwi zabrzmiał ostro.

Ksynek nie miał pojęcia. Zrobił to. I nie chciał, żeby tata mu o tym przypominał. Czuł, że policzki go palą. Podtrzymywał drzwi plecami, ale tata okazał się silniejszy i wszedł do środka. Ksynek wycelował w niego palec:

– Wyjdź!!! – krzyknął Krynek na cały głos.

– O, nie mój drogi, tak nie będziemy rozmawiać. Ja się stąd nie ruszę – tata sprawiał takie wrażenie, jakby wrósł w ziemię. – Mamy się nie popycha! Czy to jest jasne?

– Nie! – odkrzyknął Ksynek i schował się do namiotu w rogu pokoju.

Podciągnął kolana pod brodę i schował głowę w ramionach. Chciałby na chwilę zniknąć. Poczuł, że zrobił coś bardzo złego i że nikt go już nie będzie lubił. Jednak to, co powiedziała mama, która właśnie weszła do pokoju, bardzo go zdziwiło:

– Nie krzycz na Ksynka!

– Próbuję cię obronić – oburzył się tata. – Przecież cię popchnął.

– Jest jeszcze dzieckiem. Nie radzi sobie z emocjami.

Ksynek, wciśnięty w kącik namiotu, uniósł głowę. Poczuł, że te „emocje” to coś ważnego. Może to one sprawiają, że robi się to, czego się nie chce?

– Zresztą, ty jesteś przecież dorosły i też się zezłościłeś. A teraz pewnie ci wstyd…

Tata westchnął.

– Nie lubię krzyczeć – przyznał.

– On pewnie źle się z tym czuje. Prawda, Ksynku? – mama zajrzała do namiotu.

Chłopiec bardzo chciał przytaknąć, ale tylko odwrócił głowę. W tym momencie zabrzmiał dzwonek i mama pobiegła do drzwi.

– Kto to? – zaciekawił się tata.

– Kurier! – odkrzyknęła mama. – Przyniósł książki dla Ksynka.

Po chwili wróciła z paczką w jednej i nożyczkami w drugiej dłoni.

– Przecież on nie lubi książek. Po co mu je kupujesz? – spytał tata.

– Bo wierzę, że kiedyś je polubi. I to bardzo – powiedziała mama, po czym znów zajrzała do namiotu.

Tym razem zwrócił twarz w jej kierunku, a ona weszła do środka na czworakach, usiadła na jednej z poduszek, przytuliła go i pocałowała go w czubek głowy. Chłopiec się rozpromienił.

– Jeszcze nie widziałam, żebyś się tak pięknie uśmiechnął – szepnęła mama.

Zrozumiał, że wciąż kocha go tak samo. On ją też, nawet wtedy, kiedy ją popchnął.

– Rozpakujemy? – spytała, potrząsając paczką.

Ksynek uwielbiał rozpakowywać paczki. Nawet te, w których były tylko książki. Tym razem jednak to właśnie jedna z książek bardzo go zainteresowała. Na okładce widniał chłopczyk z równo przyciętą blond grzywką, bardzo podobny do Ksynka. Otaczało go całe mnóstwo porozrzucanych klocków. Po chwili Ksynek zauważył, że chłopiec miał zmarszczone brwi i dłonie zaciśnięte w piąstki.

Mama uchwyciła jego zaciekawione spojrzenie i dotknęła palcem miejsca na okładce, w którym widniały niezrozumiałe dla chłopca znaki.

– Ta książka nosi tytuł „Tymek i złość” – wyjaśniła.

– Złość? – zapytał Ksynek, bo słowo zabrzmiało znajomo, ale nie wiedział, co znaczy.

– Tak – odpowiedziała mama. – To było właśnie to, co przed chwilą czułeś. Byłeś zły.

Chłopiec przewrócił kartkę. Na obrazku widniało dwóch chłopców. Każdy z nich układał wieżę z klocków. W jednym z nich Ksynek rozpoznał chłopca z okładki.

Spojrzał wyczekująco na mamę.

– Naprawdę? – spytała niepewnie. – Chcesz, żebym ci przeczytała?

– No tak! – powiedział Ksynek takim tonem, jakby to było oczywiste.

– „Pewnego dnia Szymek i Tymek postanowili urządzić konkurs na najwyższą wieżę z klocków” – zaczęła mama i zerknęła na synka. Wpatrywał się w nią rozszerzonymi oczami.

– Nie do wiary! Błysk! – powiedziała jakby sama do siebie, po czym zwróciła się do Ksynka. – Chcesz wiedzieć, co było dalej?

Ksynek w odpowiedzi przytulił się mocniej do mamy.

– „Usiedli naprzeciwko siebie na wygodnych poduszkach i zabrali się do pracy. Tymek bardzo chciał zwyciężyć. Kładł więc ostrożnie klocek jeden na drugim i sprawdzał, czy budowla się nie zachwieje”.

Na obrazku widniał uśmiechnięty Tymek i jego wieża.

– „Budowla trzymała się świetnie. Zauważył to Szymek. Jaka wysoka! – powiedział z podziwem i dotknął jej paluszkiem”.

Mama przewróciła kartkę.

– „I wtedy wieża się zachwiała…” – zniżyła głos.

Ze szczytu wieży przedstawionej na obrazku spadały klocki.

– Nie, nie! – jęknął żałośnie Ksynek.

Tymkowi przydarzyło się dokładnie to samo, co jemu. Kolejny obrazek przedstawiał samego Tymka na czerwonym tle.

– „Tymek poczuł, że robi mu się gorąco, a na policzkach pojawiają się rumieńce” – odczytała mama.

Dopiero teraz Ksynek zauważył, że chłopiec ma na każdym policzku czerwoną plamkę.

– Tutaj? – spytał, wskazując palcem na jedną z tych plamek.

Mama przytaknęła.

– To są właśnie rumieńce – powiedziała. – Masz je na policzkach wtedy, kiedy jest ci gorąco.

Ksynek dotknął swoich policzków. Były ciepłe.

– „Tymek poczuł złość, jaka ogarnia kogoś, komu coś się nie udaje” – odczytała mama.

Na kolejnych dwóch obrazkach tło wciąż było czerwone. Na pierwszym Tymek niszczył wieżę Szymka, a na drugim, ze zmarszczonymi brwiami, zbliża się do przyjaciela.

„Tymek kopnął wieżę przyjaciela, a potem go popchnął…” – głos mamy zabrzmiał smutno.

Ksynek uświadomił sobie, ze kiedy kopnął mamę, też mu się wydawało, że wszystko dookoła jest czerwone.

Jednak tło kolejnego obrazka było niebieskie. Widniał na nim Szymek. Po jego policzkach spływały łzy.

– „Tymek zobaczył łzy w oczach przyjaciela. Odwrócił się, żeby nie patrzeć na Szymka. Jego serduszko biło bardzo mocno”.

– Ma rumieńce – zauważył Ksynek, wskazując na policzki Tymka.

Na kolejnym obrazku Tymek wciąż stał odwrócony plecami od Szymka, ze zmarszczonymi groźnie brwiami.

– „A potem znów spojrzał na zniszczoną wieżę i zaczął krzyczeć na cały głos.” – przeczytała mama.

Obrazek przedstawiał Tymka z zaciśniętymi piąstkami i szeroko otwartą buzią.

– Ale jest zły! – powiedział Ksynek.

– Bardzo – przyznała mama.

– Bardzo – potwierdził Ksynek.

– „A potem zaczął tupać, jakby chciał zadeptać swoją złość” – czytała mama.

Ksynek nie był już wprawdzie bardzo zły, ale bardzo spodobało mu się to tupanie. Wstał więc i zaczął głośno tupać.

Mama obróciła kartkę. Widniał na niej Szymek, który coś Tymkowi podawał.

– „Wtedy ktoś wręczył mu poduszkę” – odczytała mama. – „To był Szymek. Wyjaśnił mu, że on, kiedy jest zły, uderza pięściami w poduszkę. Tymek zaczął ją okładać.  A masz, a masz, a masz! I rzeczywiście teraz dopiero poczuł, że jest mu lżej”.

Ksynek wziął jedną z poduszek, rozłożonych w namiocie, i zaczął uderzać w nią piąstkami. Wydawało mu się, że resztki złości wsiąkają w poduszkę.

– „A potem Tymek podszedł do przyjaciela i mocno go objął. Szymek jeszcze trochę pochlipywał, ale po chwili przyjaciele znów układali swoje wieże”.

Mama przytuliła Ksynka. Przez chwilę słychać było tylko ich równy oddech.

– Widzisz? Jak jesteś zły, możesz mocno tupać albo okładać poduszkę. A czasami trzeba też wykrzyczeć. Spróbujemy?

I oboje głośno zakrzyknęli.

– Co tu się dzieje? – spytał tata, uchylając drzwi pokoju.

– Mówimy o tym, jak sobie radzić ze złością – wyjaśniła mama.

– Ja rwę papier, zagniatam z niego kulki i rzucam nimi z całej siły.

– Ja też chcę! – zawołał Ksynek.

Tata przyniósł notatnik, zaczęli wyrywać z niego kartki, formować kulki i rzucać nimi w siebie. Dzięki temu wszyscy zapomnieli o złości.

– A wiesz, co Ksynkowi pomogło najbardziej? – spytała mama.

– No co? – zaciekawił się tata.

– Książka! – powiedziała triumfalnie.

Ksynek jeszcze wiele razy prosił, by mama czytała mu o Tymku i Szymku. Znał już tę historię na pamięć, a jednak kiedy przewracał kolejne kartki, zawsze był ciekaw, co na nich znajdzie.

Odkąd Ksynek polubił tę książeczkę, największą przyjemność sprawiało mu nie budowanie, ale niszczenie wież. Mama budowała wieżę, a Ksynek podbiegał i jednym kopniakiem rozbijał ją w drobny mak.

A potem w rogu jego pokoju pojawił się puf sako i regalik na książki. Mama nazwała to miejsce „kącikiem do czytania”. Wszyscy chwalili puf za to, że jest bardzo wygodny. Ksynkowi wydawał się dziwny. Zmieniał kształt, zależnie od tego, jak się na nim siadało.

– Fotelik się wygłupia – stwierdził.

Zresztą, z powodu nowego mebla zrobiło się w pokoju mniej miejsca. Puf miał zastąpić namiot, jednak Ksynek nie pozwolił go wyrzucić. To w namiocie najmilej mu się z mamą czytało. W środku byli tylko oni i książka. A w przerwach na oglądanie obrazków słychać było spokojne bicie ich serc.

Ksynek coraz częściej sięgał też do innych książek wystawionych na regaliku. Wręczał mamie wybraną lekturę i prosił: „Przeczytaj o tym, jak dziewczynka ciągnie mamę za spodnie” albo „Przeczytaj o tym, jak myszka się śmieje”.

Bo w książkach najbardziej lubił emocje. Były takie prawdziwe.

Opowieść o Tymku i Szymku została zainspirowana książeczką „Króliczek czuje złość”, Zielona Sowa 2018

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i czekanie

Ksynek i klocki

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

 

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *