Ksynek i czysty bałagan

– Jaki tu bałagan! – oznajmiała mama każdego wieczora, rozglądając się po pokoju Ksynka.

Słowo „bałagan” wymawiała poważnie, ale zaraz potem się uśmiechała. Bo przecież na jego dźwięk robiło się same przyjemne rzeczy.

Wrzucało się klocki do zielonego pudła, a pluszaki do niebieskiego, większe książki układało się na dolnej półce regału, a mniejsze na górnej, kredki wkładało się do blaszanego pudełka, a flamastry do drewnianego stojaka. Jeszcze trzeba było ustawić koparkę, konika i statek pod ścianą i gotowe!

Mama robiła to bardzo szybko i często przy tym podśpiewywała, wiec Ksynek chętnie do niej dołączał. Kiedy wrzucał klocek do zielonego pudła lub dosuwał jeździk do ściany, mama chwaliła go i całowała w czubek głowy.

Gdy już wszystko było na swoim miejscu, mówił z zadowoleniem:

–  Ale bałagan!

– To nie bałagan, tylko porządek – wyjaśniała mama.

Ksynkowi dużo bardziej podobało się słowo „bałagan”. „Porządek” brzmiał jakoś nudno.

Pewnego wieczora, kiedy mama rozmawiała przez telefon, Ksynek sam ułożył wszystko na swoim miejscu. Mama była zachwycona:

– Wiedziałeś, gdzie włożyć klocki, a gdzie pluszaki – powiedziała, zaglądając najpierw do zielonego, potem do niebieskiego pudła. – Niczego nie pomyliłeś!

Ksynek też zajrzał do obu pudeł.

– Niczego nie pomyliłeś – powtórzył.

Mama zerknęła do drewnianego stojaka.

– Wszystkie flamastry mają nakrętki. Dzięki temu nie wyschną.

– Nie wyschną – potwierdził z dumą Ksynek.

– A konik jak równiutko stoi przy ścianie! – pochwaliła mama.

Ksynek podszedł do bujanego konika i zauważył malutką szparę, więc dosunął go jeszcze bardziej.

– Równiutko – potwiedził.

– Do takiego czystego pokoiku możesz zapraszać gości! – stwierdziła mama. – Pamiętasz Marcelinkę, którą poznaliśmy na podwórku? Dobrze wam się razem bawiło…

Rzeczywiście, Marcelince podobało się wszystko, co wymyślił Kysnek. Że piaskownica to plaża, trawa to morze, foremki to rybki, a wiaderko – łódka.

– Żebyśmy mogli ugościć Marcelinkę potrzebujemy jeszcze stolika i krzesełek – powiedziała mama.

– Są w kuchni! – przypomniał Ksynek.

– Myślałam o takich mniejszych, dopasowanych do waszego wzrostu. Moglibyście usiąść przy takim stoliku, popić soczek, a potem porysować.

I tak do pokoju Ksynka trafił stolik i krzesełka. Chłopiec nigdy jeszcze nie siedział na krzesełku, które by tak do niego pasowało. A na stoliku tyle się mieściło! Szybko go zagospodarował. Na środku pudełko kredek, a z boku – kubek z wodą.

– To pudełko kredek przesuń bardziej na bok – doradziła mama. – Będziesz miał więcej miejsca do rysowania.

– Nie – powiedział Ksynek zdecydowanie. – To jest komputer.

– Ach tak? – spytała mama.

– A tu kawka – Ksynek wskazał na kubek. – Tak jak mama ma.

– Rzeczywiście, to wygląda ja moje biurko – przyznała mama.

– To jest praca – potwierdził Ksynek.

– Praca, tak? – uśmiechnęła się mama. –  Dobrze. To przecież twoje mebelki. Możesz urządzać swój pokój tak, jak chcesz.

Ksynek się rozpromienił, bo bardzo lubił robić wszystko po swojemu.

– Jeszcze kosz! – przypomniał sobie Ksynek.

Pod biurkiem mamy stał kosz, do którego wyrzucała papiery. Ksynek ustawił pod swoim stolikiem plastikowe wiaderko i wymościł je workiem na śmieci.

– Dzięki temu będziesz miał jeszcze czyściej – pochwaliła go mama.

To była myśl! Gdyby Ksynek włożył inne rzeczy ze swojego pokoju do worków, to by dopiero było czysto!

Kiedy w kuchni mama przyrządzała makaron, Ksynek poprosił ją o drugi worek.

– Już zużyłeś tamten? – zdziwiła się. – Weź sobie z szuflady.

Mama kroiła cebulę i pomidory, a Ksynek biegał pomiędzy kuchnią a pokojem z workami na śmieci. Bardzo chciał pokazać mamie gotowe dzieło.

– Co to ma znaczyć? – spytała mama, gdy weszła do pokoju.

Cały pokój wypełniony był workami na śmieci, do których Ksynek wrzucił swoje zabawki i książki.

– Zobacz, jak czysto! – oznajmił z dumą chłopiec.

Ze szpatułki, którą mama trzymała w ręku pokapały na podłogę krople.

– Przecież tu wygląda jak w jakimś wielkim śmietniku! – zakrzyknęła.

Tak, rzeczywiście, tak właśnie wyglądał śmietnik, do którego Ksynek często wychodził z tatą, przed spacerem. Zawsze zaglądał do środka, bo interesowało go, co jest w tych wszystkich workach i był ciekaw, czy w kącie zobaczy rudego kota.

Mama uklękła przed pierwszym z brzegu workiem i wyjęła z niego pluszową małpkę.

– Nie! – zaprotestował Ksynek.

– Przecież tu jest straszny bałagan!

– Czysty bałagan! – podchwycił Ksynek.

Mama blado się uśmiechnęła.

– Ciekawe, co teraz będziesz robił? Bez książeczek i zabawek? – pokręciła głową.

Ksynek rozsiadł się przy swoim nowym stoliku i zapisywał coś flamastrem na pudełku kredek.

– Pracuję – oznajmił.

– Uhm…A nad czym pracujesz? – spytała mama.

– Piszę one, two, three.

– To rzeczywiście ważna sprawa – powiedziała mama i zniechęcona opadła na fotel.

Kiedy skończył pracę, uświadomił sobie, że nie tylko prządek może być nudny. Bałagan też.

– Gdzie pociąg? – spytał.

Mama wzdrygnęła ramionami.

– Pewnie w którymś z tych worków! – powiedziała.

– Poszukaj – rozkazał Ksynek.

– Synku, sam to zapakowałeś i sam tego poszukasz.

– Poszukaj!

– Razem poszukamy, dobrze?

– Może dobrze – zgodził się łaskawie Ksynek.

Pociąg znalazł się na dnie ostatniego przeszukiwanego worka, a części torów wydobywali spomiędzy klocków.

Tego dnia zaglądali do worków jeszcze parę razy i wyjmowali z nich a to zabawkę, a to książkę. Cała reszta lądowała jednak z powrotem w workach. Bo bałagan musiał być czysty!

– Skąd tu się wzięło tyle śmieci? – zdziwił się tata, gdy wrócił z pracy.

– To nie śmieci – wyjaśniła mama. – Tylko zabawki, książeczki…cały dobytek Ksynka.

– Więc je rozpakujcie! – powiedział zdecydowanie tata.

– Nie! – Ksynek położył się cały ciałem na dwóch workach.

– Sam widzisz, nie pozwala tego ruszać. A wyobraź sobie, że na jutro zaprosiłam Marcelinkę z mamą. Jak ja mam je wprowadzić do takiego pokoju?

Tata splótł ręce na piersiach i przez chwilę przyglądał się workom, po czym powiedział:

– Mam pewien pomysł.

I szepnął coś mamie do ucha.

W nocy Ksynka obudził znajomy szelest. Wyprostował się jak sprężynka. Przyłapał rodziców na gorącym uczynku. Próbowali rozpakować worki! Ksynek wyskoczył z łóżeczka, rzucił się na porozrzucane zabawki i, choć było ciemno, błyskawicznie zaczął je z powrotem wpakowywać do worków.

– Małpka ma być tu…A traktor tutaj.

– Nie do wiary! – zdziwiła się mama. – Wie, co gdzie było. Musi mu na tym bardzo zależeć.

– Zależeć! Coś sobie ubzdurał i tyle – pokręcił głową tata.

– Już wszystko spakowane, wracaj do łóżeczka – powiedziała mama.

– Ale worki będą? – upewnił się Ksynek.

– Tak, będą – westchnęła mama.

– Jak się obudzę? – dopytywał Ksynek.

– Tak, tak. Śpij spokojnie.

– Jak długo jeszcze mam brodzić wśród worków?! – Ksynek usłyszał za drzwiami podirytowany głos taty.

– Znudzi mu się, przejdzie. Zobaczysz – próbowała go uspokoić mama.

Ksynek wkrótce zasnął. Jednak czysty bałagan nie znudził mu się ani trochę. Postanowił też, zgodnie z tym, co obiecała mu mama, urządzić pokój po swojemu.

Następnego ranka, tata wchodząc do jego pokoju, poślizgnął się na ręczniku.

– Co to ma być?! – krzyknął. – Miejsce ręcznika jest w łazience!

– To nie ręcznik. To dywanik – odpowiedział z godnością Ksynek.

Mama przykucnęła obok niego.

– Ksynku – powiedziała spokojnie. – To po prostu źle wygląda. Poza tym dziś ma przyjść Marcelinka z mamą. Musimy posprzątać. Przecież tu jest straszny bałagan.

Może i straszny, ale na pewno czysty. I Ksynek nie miał pojęcia, co jeszcze mógłby posprzątać.

– Jeśli wyjmiesz zabawki, Marcelinka będzie mogła wybrać, czym chce się pobawić…- przekonywała mama.

Ksynek ani myślał tego zrobić i miał rację. Kiedy Marcelinka przyszła, usiedli sobie przy stoliku i popijali soczek. Dwa małe krzesełka bardzo im się przydały i zupełnie wystarczały.

– Skąd tu tyle worków? Przeprowadzacie się? – spytała ze zdziwieniem mama Marcelinki.

– Nie – pokręciła głową mama. – Wygląda na to, że Ksynek tak wyobraża sobie porządek. Nie pozwala ruszyć tych worków.

– Nie pozwala? Ja zawsze sprzątam po Marcelince i już! Wie, że nie może bałaganić, bo to by przysporzyło mamie pracy – zerknęła na córkę. – Uważaj, wylewasz soczek, skarbie!

Podbiegła do stolika, ale Ksynek był szybszy i wytarł szmatką plamę po soczku.

– Sam sprząta? – zdziwiła się mama Marcelinki.

– O tak, i do niedawna bardzo to lubił. Co wieczór sprzątaliśmy razem.

– Popatrz, popatrz – mama Marcelinki pokręciła głową z podziwem. – Moja córcia nigdy nie chce ze mną sprzątać.

– Ksynek odkładał wszystko na miejsce. I nagle to się zmieniło.

– Ciekawe czemu? – zastanawiała się mama Marcelinki.

– Wydaje mi się, że to ma jakiś związek z wyobraźnią.

– W każdym razie ja nie wyobrażam sobie, żeby dzieci mogły się tutaj bawić. Może lepiej chodźmy do nas. Marcelinka ma nowy sklepik. Czego tam nie ma! Stragan, kasa, skrzynki na owoce. Można się poczuć jak prawdziwy sprzedawca!

Po powrocie od Marcelinki, Ksynek marzył tylko o sklepiku.

– Ja też chcę sklepik – oznajmił rodzicom podczas kolacji.

– Masz mnóstwo zabawek i jakoś się nimi nie bawisz – powiedział tata.

– To są stare zabawki – stwierdził Ksynek.

– Jak to: stare zabawki? – zdziwiła się mama. – Przecież traktor dostałeś w zeszłym tygodniu, a małpkę…

– Stare, mówisz… – wtrącił się tata. – Świetnie! W takim razie je wyrzucę.

– Nie! – zaprotestował chłopiec.

– Ksynku, boimy się, że ten sklepik też wyląduje w worku – powiedziała spokojnie mama.

Chłopiec miał sposób, jak temu zaradzić. Poszedł do pokoju i po chwili dobiegał z niego szelest worków. Kiedy mama zajrzała przez szparkę, Ksynek szybko przymknął drzwi.  Chciał jej pokazać gotowe dzieło.

Kiedy wreszcie ją zawołał, rozejrzała się zdziwiona po pokoju.

Na krześle leżał traktor, a na nim odwrócone do góry nogami drugie krzesło. Na przeciągniętej od ściany do fotela taśmie wisiała poduszka. Obok krzesła leżała koparka, statek, sterta książek i pudełko z kredkami.

Mama wyglądała na zawiedzioną.

– Co to za nowe porządki? – spytała, podchodząc do piramidy z krzeseł i traktora.

– Nie tutaj – oznajmił Ksynek, wskazując ręką poduszkę. – Tam jest wejście do sklepu.

Mama uchyliła poduszkę, umocowaną na taśmie klejącej.

– Ach, więc to sklep… – powiedziała powoli, po czym spojrzała na piramidę z traktorkiem. – Tutaj jest pewnie kasa i lada…

– Taaak! – przytaknął Ksynek.

– A to? – spytała, wskazując na przedmioty, leżące obok krzesła.

– Tu są gruszki – wskazał na koparkę.

Mama pokiwała z zaciekawieniem głową.

– A tu jabłka – wskazał na statek.

– To w takim razie poproszę jabłka i gruszki.

Ksynek przysunął zabawki do traktora niczym do czytnika kodów i wręczył je mamie.

– Ile to kosztuje? – spytała.

– Dziesięć – odpowiedział.

– Dziesięć, tak? Ale czym zapłacę?

Chłopiec wyjął z pudełka kilka kredek i wręczył je mamie.

– To ja muszę ci je dać – powiedziała i oddała mu kredki.

Ksynka specjalnie nie interesowało płacenie, tylko sprzedawanie.

– I co jeszcze można u pana kupić? – spytała mama.

Chłopcu bardzo podobało się to poważnie brzmiące „pan”.

– Parasol! – powiedział i podał mamie książkę.

Położyła ją na głowie i bardzo dobrze, bo parasol ma przecież chronić przed deszczem.

– I co jeszcze?

– Mąkę i mleko do pizzy – podał jej dwie kolejne książki.

Mama zapłaciła kredkami.

– Trzymaj parasol, bo pada – nakazał Ksynek.

– O tak, zapomniałam…- powiedziała mama i nałożyła książkę na głowę.

W końcu mama wykupiła wszystkie rzeczy, które do niedawna znajdowały się w workach.

Przed zaśnięciem Ksynek musiał się upewnić:

– Sklep zostanie?

– Zostanie – zapewniła go mama.

– Jak się obudzę? – dopytywał.

– Tak, tak. Śpij spokojnie.

Kiedy zamknęła drzwi, Ksynek usłyszał, jak rozmawiała z tatą.

– Widzisz, mówiłam, że pozbędzie się worków.

– A te piramidy książek i zabawek?

– To sklep – wyjaśniła.

– I też mu kiedyś przejdzie? – spytał tata.

– Przejdzie. A wyobraźnia pozostanie.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i klocki

Ksynek i czekanie

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *