taśma klejąca niebieska, rysunek odręczny

Ksynek i czekanie

„Zaraz”, „później”, „poczekaj”. Dla Ksynka wszystkie te słowa znaczyły tyle, że nie można było dostać od razu tego, czego się bardzo chce.

Ale dlaczego?

Dlaczego trzeba było czekać, aż makaron ostygnie? Albo na swoją kolej do huśtawki? A już najgorsze było czekanie na to, kiedy przyjdzie babcia.

– Poczekaj. Bądź cierpliwy – powtarzała mama.

A makaron nie mógłby szybciej stygnąć, a huśtawka szybciej się zwolnić? I czemu babcia nie przyjeżdżała wtedy, kiedy tego chciał? Dlaczego to akurat Ksynek musiał na wszystko tak bardzo czekać?

No, może nie na wszystko. Jeśli się mamę poprosiło o soczek, bułeczkę lub ogórek, ona natychmiast je przynosiła. Ale i to ostatnio się zmieniło.

– Mamooo, chcę soczek – zawołał pewnego dnia Ksynek.

– Oklejamy z tatą paczkę – dobiegł z gabinetu głos mamy. – Jeszcze 5 minutek.

– Soczek! – zawołał po raz drugi.

– Sekundka! – odpowiedziała mama.

Ksynek zrozumiał, że „5 minutek” czy „sekundka” znaczą tyle co „później” i „zaraz”. A bardzo chciał wypić soczek. Teraz.

– Sooooczek! – krzyknął jeszcze raz.

– Słyszę, że chcesz soczek. Nie musisz powtarzać!

– Soczek! Soczek! Soczek! Soczek! – domagał się coraz bardziej zdecydowanie Ksynek. Im dłużej mama nie przychodziła, tym bardziej chciało mu się pić.

– Już idę!– mruknęła mama i szybkim krokiem ruszyła do kuchni.

Ksynek odetchnął z ulgą. Dawno już zauważył, że kiedy powtarza swoje życzenie, mama je spełnia.

– Przecież mieliśmy dokończyć oklejanie, a ty już lecisz z soczkiem – zawołał z gabinetu tata. – Ja też spieszę się do pracy. A Ksynek nie może dostawać wszystkiego, kiedy tylko tego zapragnie. Jak jakiś książę!

Ostatnie słowo tata wypowiedział tak, jakby ten książę był kimś bardzo niemiłym. Ksynek widział księcia w książce z bajkami. Miał na głowie koronę i siedział na tronie. Wydawał się bardzo miły i wcale nie prosił o żaden soczek.

Kiedy mama wręczyła Ksynkowi kubek, upił zaledwie parę łyków. Okazało się, że wcale nie był tak bardzo spragniony. Za to zaciekawiło go to, co się działo w gabinecie. Tata trzymał w ręce dużą przezroczystą rolkę i owijał ją wokół kartonu, który podtrzymywała mama.

– Co to jest to? – spytał Ksynek, wskazując na rolkę.

– Taśma – wyjaśnił tata – Okleja się nią różne rzeczy.

– Po co? – spytał Ksynek.

– Żeby się trzymały.

Ksynek bardzo lubił kleić i uwielbiał, jak coś się trzyma.

– Ja też chcę! – poprosił zdecydowanie.

– – Przecież widzisz, że potrzebujemy teraz taśmy! – tata podniósł głos.

Ksynek poczuł, że po prostu musi ją mieć. Teraz.

– Ja muszę! – krzyknął.

Mama położyła rękę na jego ramieniu.

– Po co ci taśma? – spytała.

Ksynek pobiegł do swojego pokoju i przyniósł stamtąd pudełko puzzli.

– Żeby zakryć – powiedział, prezentując pudełko.

– Taśma nie służy do zakrywania – stwierdził tata, odkładając rolkę na półkę. – A może ty chcesz ułożyć puzzle? Bardzo dobrze. Uczą cierpliwości, której ci brakuje.

W układaniu puzzli Ksynek lubił najbardziej wyrzucanie ich z pudełka na podłogę. Resztę zostawiał tacie, który w ogromnym skupieniu dopasowywał do siebie kawałeczki. Tym razem jednak tata nawet nie otworzył pudełka.

– No proszę, zaczynaj – powiedział.

Ksynek czuł na sobie jego wzrok. Nie lubił, kiedy ktoś go uważnie obserwuje. Zresztą, wcale nie miał ochoty na układanie puzzli, więc rzucił pudełko w kąt.

– Ja chcę taśmę! – krzyknął.

– W ten sposób nigdy nie nauczysz się cierpliwości – powiedział tata surowo, po czym założył kurtkę i wziął pod pachę karton. – Odłóż przynajmniej pudełko na miejsce, zanim babcia przyjdzie.

– Babcia przyjdzie? – podchwycił Ksynek.

W jednej chwili zapomniał o taśmie. Kiedy babcia miała go odwiedzić, nie potrafił już myśleć o niczym innym jak tylko o tym, że stanie w drzwiach, zdejmie płaszcz, położy na stole kuchennym opakowane w pasiasty papier ciasto, które zjedzą je wspólnie, a później pójdzie z Ksynkiem na podwórko i będzie go dłuuuugo huśtać.

Podbiegł do mamy.

– Kiedy babcia przyjdzie? – spytał.

Zerknęła na zegar w kuchni.

– Jeszcze nie teraz – powiedziała. – Pewnie dopiero wsiadła do samochodu. Może coś porysujemy? Kiedy coś się robi, czekanie wydaje się krótsze.

Ksynek nie chciał rysować, ale chciał czekać krócej. Usiadł na fotelu, przytulił Misia i przymknął oczy. Wierzył, że kiedy je otworzy, czekanie minie.

– Już? – spytał po chwili.

– Nie minęła nawet minuta. Babcia dopiero wyjeżdża sprzed swojego domu.

– Już? – spytał Ksynek po chwili.

– Pytałeś przed chwilą – westchnęła mama.

Ksynek po raz kolejny ścisnął Misia i przymknął oczy. Usłyszał swój szybki oddech.

– Już? – spytał.

– Synku…

– Już?

Mama pokręciła głową. I wtedy Ksynek usłyszał dźwięk szpilek na schodach.

– Już! – zawołał.

– Jeszcze nie. Babcia wciąż do nas jedzie – powiedziała mama.

Chłopiec podbiegł do drzwi i szarpnął klamkę. Mama położyła mu rękę na ramieniu i zajrzała przez wizjer.

– Babci tam nie ma – powiedziała spokojnie.

Gdzieś na dole klapnęły drzwi wejściowe.

– A teraz? – spytał Ksynek.

Mama pokręciła głową.

– Mówiłam ci, wciąż do nas jedzie. Bądź cierpliwy.

Przecież tata powiedział, że cierpliwości mu brakuje i że nigdy się jej nie nauczy.

– Zajrzyj! – poprosił Ksynek, wskazując na wizjer.

– Wiesz co, skoro już mamy wyglądać, to lepiej przez okno. Tam się więcej dzieje ciekawych rzeczy.

Podsadziła Ksynka na parapet. Od razu rozpoznałby babcię w rozpiętym płaszczu, stukającą szpilkami. Jednak nie zobaczył jej ani na chodniku, ani na ścieżce przecinającej plac zabaw. Wyciągnął szyję, żeby dojrzeć skrawek ulicy za placem zabaw. Tam też nie było babci.

– Zobacz, kotek! – powiedziała mama.

– Gdzie? – spytał Ksynek.

– Obok piaskownicy.

Rzeczywiście wzdłuż piaskownicy przechadzał się rudy kot.

– I tu też!

– Gdzie? – spytała mama.

Ksynek wskazał palcem ogródek przed przeciwległym blokiem.

– Rzeczywiście, nie zauważyłam.

– O, i tu! – synek z radości aż stuknął w szybę.

– Gdzie? – dopytywała mama.

– Tu, na tablicy!

Na środku placu zabaw stała tablica i ktoś narysował na niej kredą kotka.

– Ale jesteś spostrzegawczy! – pochwaliła go mama.

Później policzyli jeszcze wszystkie parasole ogrodowe, porzucone na podwórku wiaderka i drzewa rosnące przy ścieżce. Kiedy zaczęli liczyć przechodniów mijających plac zabaw, Ksynkowi coś się przypomniało.

– Kiedy babcia przyjdzie? – spytał.

Tym razem mama nerwowo zerknęła na zegar.

– Już powinna być – powiedziała cicho.

– Zadzwoń i zapytaj! – doradził Ksynek.

– Masz rację – przyznała mama.

Ściągnęła Ksynka z parapetu i przyłożyła telefon do ucha. Przez chwilę nadsłuchiwała.

– Nie odbiera – westchnęła.

Zaczęła krążyć po pokoju, zerkała to na zegar, to przez okno. Ksynek wiedział, co to znaczy. Czekała. Żeby skrócić mamie czekanie, Ksynek przytulił Misia i przymknął oczy. Kiedy je otworzył, okazało się, że nic to nie dało, więc stwierdził, że musi skrócić czekanie jeszcze raz. I jeszcze. W końcu zmęczył się tym skracaniem.

– Kiedy babcia przyjdzie? – spytał.

– Nie wiem, synku! – mama była coraz bardziej zirytowana.

– To zadzwoń.

– To nie ma sensu, pewnie by oddzwoniła.

– Pewnie nie – powiedział Ksynek.

Mama uśmiechnęła się i sięgnęła po telefon. Z słuchawki wydobyło się kilka sygnałów. Mama rzuciła telefon na kanapę, a potem usiadła obok Ksynka i mocno go objęła.

– Trudno jest tak czekać i czekać na babcię. To męczące – powiedziała.

Chłopiec przylgnął do mamy. Wreszcie go zrozumiała. Przez chwilę milczeli i oddychali w tym samym rytmie. Najpierw szybko, potem wolniej i wolniej. Ksynek poczuł, że się uspakaja i jest gotowy, żeby jeszcze chwilę poczekać na babcię. Mama chyba też, bo powiedziała:

– Chyba posprzątam w kuchni.

– Masz taśmę? – spytał Ksynek.

Mama spojrzała na niego ze zdziwieniem.

– Po co ci taśma?

– Żeby zakryć pudełko.

– Zakryć pudełko, tak? – spytała mama bez przekonania. – No dobra!

I wręczyła mu rolkę, którą tata odłożył wcześniej na półkę.

Ksynek zaczął powolutku rozwijać taśmę. Przyłożył ją do pudełka puzzli.

– Trzyma się! – zawołał wesoło.

– Co, co? – spytała mama z kuchni.

Gdy psikała płynem blat, a Ksynek cierpliwie zakrywał pudełko. Z każdym kolejnym okrążeniem był coraz bliższy celu.

– Zakryłem! – zawołał wreszcie i wręczył mamie oklejone szczelnie taśmą pudełko.

Mama spojrzała na niego ze zdziwieniem.

– Ach, więc o to ci chodziło! – uśmiechnęła się. – Tylko jak się teraz dostaniesz do puzzli?

Wcale się tym nie martwił. Do puzzli potrzeba cierpliwości, a on jej przecież nie miał.

W tym momencie zadzwonił dzwonek. Ksynek podbiegł do drzwi i szarpnął klamkę. Babcia! Był tak zajęty zakrywaniem pudełka, że nawet nie usłyszał dźwięku jej szpilek na schodach.

– Masz ciasto? – spytał na powitanie.

– Mam, mam – powiedziała. – W cukierni była kolejka, no i miałam jeszcze po drodze kilka spraw do załatwienia, dlatego jestem trochę później.

– Dlaczego nie odbierałaś telefonu? – spytała mama z wyrzutem.

– A dzwoniłaś? – babcia sięgnęła do torebki po telefon. – Ach, jak zwykle zapomniałam, że na noc wyciszyłam dźwięk. Widzę, że nie mogliście się doczekać?

– Oj, tak – przyznała mama. – Ksynek w tym czasie okleił pudełko puzzli taśma klejącą.

Chłopiec pobiegł do pokoju i z dumą zaprezentował swoje dzieło babci. Spojrzała na nie z podziwem.

– To się nazywa cierpliwość! – powiedziała.

A więc jednak miał cierpliwość? Skoro tak, to poczeka cierpliwie na swoja kolej do huśtawki, nawet jeśliby musiał bardzo czekać.

 

Przeczytaj także inne historie z serii przygód wrażliwego urwisa, Ksynka:

Ksynek i czysty bałagan

Ksynek ma urodzinki

Ksynek i prezenty

Ksynek i fotoksiążka

Ksynek i klocki

Ksynek i emocje

Ksynek w sklepie

Ksynek i przepraszam

Ksynek i teatrzyk cieni

Ksynek i katarek

Ksynek nie chce się dzielić

Ksynek rysuje

Ksynek zmywa

Ksynek się chowa

Ksynek i Misio

Kręci się!

Dadaśku

Ksynek i podział obowiązków

Ksynek i książeczki

Ksynek niejadek

Pozostałe opowieści:

Życie obłoczka

Brylant

Niebieski ptak

Na krawędzi klifu

Żółty parasol

Emilia Becker

autorka książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *